Nauka angielskiego codziennie jest ważna. Aby poznać słownictwo, mieć wspaniały akcent potrzebne jest zanurzenie w języku. O tym i czterech elementach metody Helen Doron w siódmej rozmowie Lidia Fatyga nauczycielka z Wrocławia. Dobrego słuchania.
słuchaj na:

SpreakerSpotifyGoogle PodcastApple PodcastYouTube

Grzegorz Grabiec: Dzisiaj moją gościnią jest Lidia Fatyga, nauczycielka z Wrocławia. Nauczycielka od dwa tysiące piątego roku.

Lidia Fatyga: Dzień dobry.

4. elementy metody Helen Doron

Dzień dobry. Chciałem z tobą porozmawiać na temat czterech zasad, na których opiera się metoda Helen Doron. 

Dobrze, to ja je na początek wymienię. Takie cztery podstawowe, elementarne zasady naszej pracy w metodzie Helen Doron to przede wszystkim codzienny kontakt ucznia, uczennicy z językiem angielskim, pozytywne wzmocnienie ucznia i uczennicy, małe grupy, tutaj dopowiem, od czterech do ośmiu osób maksymalnie, oraz nauka poprzez zabawę.

No dobra. No to mamy podsumowane, czym są cztery zasady, i jak to w praktyce, na czym to w praktyce polega? Czym jest ta, czym jest ten codzienny kontakt z językiem angielskim?

Codzienny kontakt z językiem angielskim naszego ucznia, uczennicy, polega na tym, że dzieciaczki w domu słuchają materiałów, słuchają materiałów codziennie, słuchają materiałów w tak zwanym tle, czyli w czynnościach niewymagających skupienia uwagi. Najfajniejsze miejsca to samochód, pokój, przy zabawie, przy kąpieli, przy kładzeniu się spać, przy wstawaniu. I przez to, że nasi uczniowie codziennie słuchają metody, słuchają naszych materiałów, przychodzą na zajęcia i bawią się z nami używając tych wyrazów i tych piosenek, śpiewając z nami je, bezwiednie, nie zastanawiając się nad ich znaczeniem i nie tłumacząc sobie ich jeden do jeden.

Dlaczego tak ważny jest codzienny kontakt dziecka z językiem angielskim?

Dlaczego to codzienne słuchanie, codzienny kontakt z językiem angielskim jest ważny? 

Dlatego, że stwarzamy wtedy takie bezpieczne warunki i bezpieczne środowisko do tego, żeby ten uczeń, uczennica na zajęciach czuli się fajnie, czuli się bezpiecznie, rozumieli co się dzieje i reagowali na polecenia i kontakt z nauczycielem, nauczycielką.

Co daje taki codzienny kontakt z językiem?

Wspaniały akcent, po wielu, wielu latach nasi uczniowie zdając egzaminy, na przykład egzaminy Cambridge, mają najlepsze wyniki z listeningu i ze speakingu, czyli z tych dwóch umiejętności językowych, jakimi jest mówienie i słuchanie, co dowodzi temu, że słuchanie tych materiałów oryginalnych, nagrywanych przez cały sztab ludzi, którzy są wokół Helen Doron, powoduje, że dzieciaki mają piękny, przepiękny akcent, i nie boją się mówić, i nie robią żadnych błędów, które robią moi uczniowie dorośli angielskiego. Tutaj ich pozdrawiam serdecznie.

Bo jak wiemy, język służy przede wszystkim do komunikacji, do rozmowy, w związku z tym ten element jest jakby kluczowy tutaj.

Tak, dokładnie. Tak jest. Jest to bardzo kluczowy element, dlatego chcemy, żeby nasi uczniowie wyszli po naszych zajęciach z poczuciem, że wszystko rozumieli, że dobrze się bawili, i że będą używać angielskiego w przyszłości, bez problemów najmniejszych.

Pozytywne wzmocnienie dziecka w nauce języka obcego w praktyce

Drugim elementem jest pozytywne wzmocnienie. To jest taki trochę tajemniczy element, bo brzmi…

Tajemniczo haha.

Tajemniczo i niejasno, więc…

Rozumiem.

Na czym to polega? Co to jest?

Przede wszystkim chodzi o to, że nasi uczniowie nie mają wytykanych żadnych błędów, w porównaniu do tego, co się dzieje w różnych innych systemach szkolnictwa, u nas, nasi uczniowie są zawsze chwaleni. To chwalenie polega na tym, że wyciągamy z ucznia to, co najlepsze, i nie chcąc mu wytykać to, czego nie umie, wyciągamy na światło dzienne to, co już potrafi i to, jak potrafi, i to co mówi, i to co już umie. I chcemy to wzmacniać na każdych zajęciach, dodając nowe elementy i powodując motywację do dalszej nauki. Czyli uczeń na zajęciach, i uczennica, nie mają żadnego powodu, żeby się wstydzić, że czegoś nie wiedzą, popełniają śmieszne błędy, które powodują, że w przyszłości nie będą się bali mówić po angielsku.

Opowiedz jakąś anegdotę.

Anegdotę… Mam mnóstwo anegdot, i jedną z moich ulubionych anegdot jest to, jak moi uczniowie powtarzając po mnie pewne konstrukcje w zdaniu, „I am happy”, uczennica siedząca koło mnie powiedziała, „I am happy too”, natomiast kolejna dziewczynka powiedziała, „I am happy three”. Czyli dla nich ten akcent, ta różnica między wyrazem „także” i „two”, jako liczbą, dwójką, nie istnieje. Oni się po prostu, nasi uczniowie się bawią językiem, po pewnym czasie, więc po prostu doprowadzamy do sytuacji, gdzie te anegdoty się pojawiają, i pojawiają się również śmieszne konstrukcje, ale to wynika z tego, że dzieci się nie boją u nas mówić. Przez to, że są codziennie, za każdym razem, na każdych zajęciach chwalone, i wyciągamy z nich to, co potrafią najlepiej, i podkreślamy to, i wzmacniamy to. W tym momencie taki uczeń, uczennica, nie boi się u nas mówić. 

No dobrze, ale jakaś ocena byłaby potrzebna, żeby wiedzieć, czy dobrze umiem, czy nie umiem, czy to jest poprawne, to co zrobiłem… Więc w jaki sposób tylko chwalenie spełnia tę funkcję?

Chwalenie jest bardzo ważne w związku z tym też, że dzieciaki, które potem przychodzą również do nas, nowe osoby, które przychodzą na zajęcia mając kilkanaście lat, widzę, że są, mają problemy, mają bardzo niską samoocenę, i to też wynika z tego, że boją się mówić, więc jeżeli będziemy od początku ich wzmacniać, i podkreślać ich dobre strony to ja wierzę w to, i widzę to, po szesnastu latach pracy, że to przynosi swoje efekty. Więc śmiem twierdzić, że to pozytywne wzmocnienie i to, że tych uczniów wzmacniamy chwaląc, podkreślając ich atuty, wyciągając na światło dzienne ich dobre strony, będzie miało swoje dobre korzyści w przyszłości.

Kontynuuję pytanie odnośnie pozytywnego wzmocnienia, bo to jest taka ciekawa, ciekawa rzecz, jak to w praktyce się przejawia takiej?

W praktyce, podczas zajęć, staramy się nie powodować u ucznia frustracji, że czegoś nie wie, to już też podkreślałam i powtarzam jeszcze raz, natomiast chodzi też o to, żeby nie pokazywać mu świata negatywnego, przez mówienie, „No, it’s wrong”, tylko właśnie pokazując mu dobry kierunek myślenia, dobry kierunek działania, chcemy, żeby sam wpadł na to, jeżeli zrobi jakiś błąd, że błąd to nie jest powód do wstydu, błąd to nie jest powód do śmiechu, tylko do tego, że to jest element uczenia się, uczenia się, bycia w tym procesie i starania się być coraz lepszym z angielskiego.

Małe grupy jako element nauczania w metodzie Helen Dorn – co to daje dziecku?

Kolejnym elementem metody Helen Doron są małe grupy. Dlaczego małe grupy?

Chwalimy sobie to, że również te małe grupy są dosyć mocno… Staramy się, żeby były bardzo mocno skorelowane pod względem wieku, czyli staramy się, żeby czterolatki były z czterolatkami, ośmiolatki z ośmiolatkami, jest to dla nas, w naszej ocenie bardzo ważne. Dzieci te mają swój specyficzny świat, specyficzne poczucie humoru. Nie łączymy grup wiekowych randomowo, tylko staramy się, żeby dzieci były dobrane pod względem wieku. Od czterech do ośmiu osób powoduje dobrą dynamikę zajęć, i to, że dzieciaki ze sobą się przyjaźnią, zaprzyjaźniają, te przyjaźnie trwają kilka dobrych lat, jak nie do dziesięciu. Mam uczniów, których uczę powyżej już ośmiu lat, więc znamy się tak naprawdę z połową ich życia, znam ich rodziców, znam ich sprawy, znam ich zainteresowania, znam ich problemy. Małe grupy polegają na tym też, że dzieciaczki, które się wstydzą, i to jest normalne, podkreślam to, że ludzie dorośli też są nieśmiali i to nie jest żadna wada. Dzieci, które się wstydzą nie chcą powtórzyć, nie chcą być na pierwszej linii ognia, nazwijmy to, mają szansę powtórzyć po rówieśniku, jeżeli on sam nie powiem, albo ona sama nie powie, ktoś powie i zostanie pociągnięty przez tłum reakcji, i w końcu, ostatecznie, też będzie mówił i mówiła.

No dobrze, małe grupy, no bo jeżeli dzieci uczą się od siebie, no to może większe grupy spowodowałyby, że jest więcej dzieci, można się więcej nauczyć?

Tak, natomiast koncentracja na ósemce powoduje to, że to są same zalety również dla nauczyciela, nauczyciel ma kontrolę nad lekcją, nauczyciel widzi, co się dzieje, ogrania towarzystwo, i jest w stanie tak dobrze poprowadzić zajęcia, że ten próg ośmiu osób maksymalnej ilości dzieci w grupie jest bardzo bezpieczny z każdej strony. I z perspektywy nauczyciela i z perspektywy ucznia. I z perspektywy rodzica również.

To w takim razie dlaczego nie szesnaście na przykład?

Dlatego, że szesnaście spowodowałoby chaos, bo proszę sobie wyobrazić szesnaście czterolatków.

No ale w szkole mamy trzydzieści…

Oczywiście, natomiast my nie jesteśmy typową szkołą, i będziemy się tutaj wyróżniać w tym momencie. I nie chcemy, żeby lekcje przypominały to, że ja usiądę w drugiej ławce, w drugim rzędzie, i nauczyciel mnie już nie będzie widział, więc będę mogła sobie grać na telefonie, lub robić cokolwiek innego, nie być skoncentrowanym na lekcji. Przy ośmiu osobach, ja je wszystkie na raz widzę, więc siłą rzeczy mam wizję i grupy, i tego, co się dzieje na zajęciach, i widzę, i kontroluję to, co się dzieje. Ja myślę, że to jest ważne.

Nauka języka angielskiego przez zabawę

No dobra. Mamy te trzy elementy. Ostatni element to jest nauka przez zabawę.

Zawsze podaję ten przykład, jeżeli uczymy owoców, to je przynosimy na zajęcia. Jeżeli uczymy zmysłów, staramy się aktywować wszystkie zmysły przez dotyk, przez zapach, przez to, co widzimy, to co słyszymy. Nasze zajęcia są kolorowe, nasze zajęcia są głośne, nasze zajęcia często są brudne, ale to powoduje to, że wchodząc głęboko w temat, jeżeli ja uczę trzylatki różnych sytuacji, które będą potem potrzebne w życiu, to staram się to uruchamiając absolutnie wszystkie zmysły. I w tym momencie te zajęcia są nie raz chaotyczne, ale jest to na plus, dlatego, że dzieciaki reagują bardzo różnie na to, co robimy na zajęciach. Więc ta nauka angielskiego poprzez zabawę polega na tym, że dzieciaki nie chcą od nas wychodzić, często mówią, „Nie, już koniec? Nie chcę iść do domu”, i chętnie przychodzą na kolejne zajęcia.

No ale czasami zdarzają się rodzice, mówią, „No, ale to teraz trzeba uczyć się poważnie, zakuwać, a tutaj gracie w gry na dywanie, co to?”.

Gramy w gry na dywanie po to, żeby dziecko dobrze się czuło z językiem angielskim. Żeby nie miało w przyszłości problemów i barier językowych, jakie mają współcześnie, dorośli ludzie, którzy dopiero teraz zaczynają się uczyć języka angielskiego. Te gry tak zwane polegają na tym, że dzieciaki uczą się również społecznych interakcji, które również są ważne. I śmiem twierdzić, że nawet czasami ważniejsze. Więc to, że zaczynamy tak wcześnie nasze najmniejsze poziomy nauki, tak zwany poziom „babies best start”, który może być naprawdę realizowany z sześciomiesięcznymi dziećmi, nawet trzymiesięcznymi dziećmi powoduje, że dzieci również nabywają cech społecznych, co jest również ważne, jak nie ważniejsze, w tym momencie.

Uczyłaś takie małe dzieci?

Jeszcze nie, nie miałam takiej okazji.

Jeszcze nie.

Najmniejsi moi uczniowie mieli dwa lata.

Okej. Jakie są twoje doświadczenia… Jakie roczniki w ogóle? Jakie dzieci w jakim wieku uczysz?

Uczę dzieci od drugiego roku życia, absolutnie w górę. Moi najstarsi uczniowie mają szesnaście lat, moi najmłodsi uczniowie mają dwa, trzy lata. 

I jakie są twoje doświadczenia, czy wrażenia z tych różnych grup wiekowych? Które lubisz najbardziej?

Dwu, trzylatki mają cechę absolutnej autentyczności. To są dzieci, które mówią wprost, co im się podoba lub nie, reagują bardzo naturalnie, nie muszą się wysilać, nie muszą kombinować, po prostu są swoją, ale po nich też najszybciej widać rozwój, więc to jest bardzo satysfakcjonujące dla nauczyciela, dla nauczycielki, która widzi, że dzieci na pierwszych zajęciach patrzą, nie wiedzą, co się dzieje, ale na dwudziestych zajęciach wchodzą w absolutną interakcję z nauczycielką. Moje dzieci rozumieją wszystko, co do nich mówię po angielsku. I nie chodzi mi tylko o aspekty lekcji, ale również o rzeczy w stylu, nie wiem, przynieś kredki, podaj kredki, wyrzuć to do kosza, idź, zapytaj mamy… Cokolwiek. I te zadania są przeze mnie wymawiane po angielsku, i te dzieci rozumieją o co chodzi i reagują, więc dla mnie to jest najlepszy dowód na to, że nasza metoda działa. 

A nastolatki? 

Szesnastolatkowie…

No właśnie.

Są trudną grupą wiekową, inną grupą wiekową. Wierzę w to, że trzeba zbudować z nimi więź, że trzeba się nimi interesować, że należy najpierw zbudować zaufanie, oni nie ufają wielu osobom. Dla nich nauczyciel, nauczycielka równa się często, nieczęsto zło. Więc najpierw trzeba zbudować sobie z nimi pewien poziom zaufania i poziom zrozumienia, żeby móc ich skutecznie nauczyć angielskiego.

Ale jak to zrobić, jeśli te dzieci są… Nie przeszły przez Helen Doron, są w jakiś sposób skrzywione, może złe słowo, nauczone specyficznego, innego podejścia, jakie jest w szkole publicznej, i one tu przychodzą, jak sobie z tym radzisz?

Radzę sobie z tym tak… Chcę być sobą, chcę być w tym wszystkim sobą, chcę stosować te same metody, które stosuję od szesnastu lat, aczkolwiek młodzież zdecydowanie zmieniła się. Szesnaście lat temu te lekcje wyglądały też inaczej, mieliśmy zupełnie inne metody pracy z dziećmi i sposoby pracy z dziećmi, i materiały do pracy. Szesnastolatkowie są specyficzną grupą wiekową, to prawda, trzeba po prostu ufać sobie i ufać im, i interesować się nimi. I wierzę w to, że da się zbudować nić porozumienia, między mną a nimi. I daje mi się, mi się to udaje.

Jak i dlaczego Lidia została nauczycielką w szkole Helen Doron?

Jak to się stało, że trafiłaś do Helen Doron w ogóle? Bo my rozmawiamy we Wrocławiu, ty pochodzisz z Zabrza, więc jak trafiłaś do Helen Doron? Dlaczego akurat się zdecydowałaś na uczenie tą metodą?

Zaczęłam swoją karierę w Helen Doron szesnaście lat temu, rzeczywiście. Trafiłam do szkoły Helen Doron, do Centrum Helen Doron w Zabrzu, popularnie u nas zwanego dalej „Helenkowem”. Zostałam wybrana przez syna właścicielki jako osoba, która jest życzliwa, uśmiechnięta, ma dobry angielski i być może przyjdzie zobaczyć lekcję. No i do dzisiaj pamiętam tą pierwszą lekcję, pokazową, mojej przyjaciółki już teraz, Magdy Bąk, która zrobiła lekcję wtedy poziomu, który się nazywał „FI”, i zauroczyłam się absolutnie, weszłam w to…

Czyli taki podstawowy, wprowadzający?

Taki podstawowy, podstawowy wprowadzający dla dzieci dwu, trzyletnich wtedy. Zostałam absolutnie wchłonięta przez tą metodę, ja nie mogłam oderwać wzroku od tego, co się dzieje na tych zajęciach. Miałam olbrzymie szczęście, przez pół roku chodziłam na tak zwane zajęcia bierne, obserwowałam moich kolegów, koleżanki w pracy, w styczniu dwa tysiące piątego zrobiłam TTC.

Czyli szkolenie wstępne dla nauczycieli?

Szkolenie dla nauczycieli, podstawowe, które trwa pięć dni, jest niesamowite, do dzisiaj przyjaźnię się z dwoma dziewczynami z tego szkolenia, więc naprawdę takie przyjaźnie też trwają. I od tamtej pory, przez trzy lata pracowałam w Zabrzu, i po trzech latach przeprowadziłam się do Wrocławia, zadzwoniłam do obecnego tutaj Grzegorza.

Czyli do mnie.

Czyli do pana Grzegorza, i zostałam zaproszona do współpracy, i zaczynałam pomalutku, w jednej szkole, w drugiej szkole, miałam taki rok, że pracowałam w trzech centrach we Wrocławiu, sześć dni w tygodniu.

Także na pewno jesteś osobą, która jest wszędzie.

Jestem wszędzie, tak, jestem wszędzie.

Dosłownie, także to jest możliwe. No i w najbliższym czasie, jak bogowie pozwolą, będziesz trenerką nauczycieli, czyli powoli następny krok.

Złożyłam aplikację, żeby stać się trenerką nauczycieli, i jest, czuję, że jest to dla mnie moment rozwoju, którego mi brakowało do tej pory i chciałabym bardzo to zrobić. Podoba mi się to, jestem, pomalutku angażuję się w różne projekty pomocowe dla nowych nauczycieli, którzy robią szkolenie, idą do pracy i po dwóch, trzech miesiącach mają szansę spotkać się ze mną, porozmawiać o swoich bolączkach, o swoich radościach, o swoich problemach. Czuję się potrzebna w tym momencie, i chciałabym robić to na większą skalę.

Podziękowania

Dziękuję bardzo.

Dziękuję.