X
 
 

To musiała być Helen Doron

Dlaczego bycie masterfranczyzobiorcą to pomysł na udane życie zawodowe? – pytamy dziś Michała Juzonia, który od czterech lat prowadzi szkoły Helen Doron English na terenie Polski północnej.

Michał jest jednym z pięciorga masterfranczyzobiorców metody Helen Doron English, którzy działają w Polsce. Kieruje siecią 30 szkół, w których uczy się około 5 000 dzieci. Najmłodszy uczeń ma 3 miesiące, najstarszy 16 lat, a najwięcej uczniów jest z przedziału wiekowego od 3 do 5 lat.

Do tej najliczniejszej grupy małych studentów należy także syn Michała, który ma teraz 5 lat, a zaczął się uczyć angielskiego, kiedy miał dwa.

Zanim Michał trafił do grona 150 masterfranczyzobiorców (MF w skrócie) z całego świata, próbował swoich sił w wielu niecodziennych zawodach. Był buddyjskim mnichem, aktorem i śpiewakiem w Teatrze Muzycznym w Gdyni, menedżerem gwiazd (Tymon Tymański i Leszek Możdżer), producentem muzycznym, organizatorem Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Teraz trudno mu powiedzieć, którą z tych prac uważa za najtrudniejszą, czy dającą największe spełnienie. Mówi, że jedna prowadzi do drugiej, a wszystkie łączą się z jego pasjami i zainteresowaniami. Twierdzi, że „praca z muzykami nigdy nie jest nudna ani rutynowa” podobnie jak praca w sieci szkół Helen Doron.

Słuchając tego, co mówi Michał, nie można oprzeć się wrażeniu, że jego kolejny zawód musiał być związany z Helen Doron. Michała i Helen wiele łączy. Obydwoje medytują. Michał ponadto praktykuje zen. Helen Doron, co widać w naszych programach, bardzo przejmuje los zwierząt. Michała do bycia MF-em przekonało i to, że nie jesteśmy tylko firmą zajmującą się nauczaniem angielskiego. Stawiamy na edukację w znacznie szerszym zakresie. W naszych programach zwracamy uwagę na poszanowanie praw zwierząt, ochronę środowiska naturalnego. Bohaterowie kursów Helen Doron stawiają w życiu na przyjaźń, współpracę oraz wspólne rozwiązywanie problemów. Michał podkreśla, że dla niego ważne jest, by rzeczywiście wierzyć w to, co się przedaje. Biznesowi, za którym idzie spójna idea, warto się poświęcić.

Kolejny wspólny element to muzyka. Pasjonują się nią oboje. Widać to w każdym kursie autorstwa Helen Doron. Muzyka nie tylko pomaga w nauce języków obcych, ale także łagodzi obyczaje i zmienia życie. Tak było w przypadku Michała, który po jednym z koncertów Tymańskiego postanowił zmienić swoje życie o 180 stopni i z, nazwijmy to sobie „niegrzecznego chłopca”, przeobrazić się w buddyjskiego mnicha, który chce się „zająć wyzwoleniem wszystkich żyjących istot od cierpienia.”

Piosenki Helen Doron powstały specjalnie z myślą o naszych kursach. Przede wszystkim uczą angielskiego, bo ułatwiają zapamiętywanie słówek czy gramatycznych reguł. Kształcą także słuch i poczucie rytmu, edukują prezentując muzykę z całego świata.

Michał zanim został Mf-em, miał szansę przyjrzeć się temu wszystkiemu pomagając swojej żonie Agnieszce w prowadzeniu Centrum HD w Rumi. W tym roku Rumia obchodzi 15-lecie. Agnieszka była jedną z pierwszych franczyzobiorców w Polsce. Takim osobom jak ona zawdzięczamy dobrą pozycję i moc metody w naszym kraju. Agnieszka poznała „na własnej skórze” każdy aspekt prowadzenia szkoły. Całe spektrum spraw edukacyjnych i biznesowych, jakie się wiążą z prowadzeniem centrum HD. Michał wiele jej zawdzięcza, dzięki szkole żony mógł poznać HDE od środka. Teraz w szkole w Rumi uczy się prawie 400 dzieci.

Michał jako MF koordynuje działania sieci na swoim obszarze, czyli w obrębie trzech pomorskich województw. Jego biuro to źródło materiałów pedagogicznych dla dzieci oraz centrum rozliczeń pomiędzy siecią a franczyzobiorcami. Gromadzi także i przekazuje tzw. know how, by nikt nie musiał wyważać otwartych drzwi. Ponadto zajmuje się wsparciem szkół, zaopatruje je w materiały niezbędne do pracy, na przykład w prezenty, które nasi uczniowie dostają z okazji świąt, czy końca roku szkolnego.

Mówi, że ludzi, z którymi pracuje (czyli licencjobiorców – właścicieli poszczególnych szkół Helen Doron) traktuje po partnersku, ponieważ wszystkich łączy spójna wizja, jeden cel i podobne przekonania. A przede wszystkim założenie, że to, co się robi, trzeba robić najlepiej, jak się potrafi. Tym również Michał zachęca osoby, które myślą o zmianie kariery zawodowej i które chciałyby zostać licencjobiorcami. Z jednej strony praca ta daje dużą niezależność, bo każdy licencjobiorca ma własną szkołę i podejmuje decyzje związane z jej codziennym funkcjonowaniem, a z drugiej otrzymuje pomoc i współpracę na wielu płaszczyznach. Kto zaczyna ten biznes, nie jest pozostawiony sam sobie, dostaje wsparcie i gotowe ścieżki rozwoju. Przynależność do sieci daje sprawdzoną, przynosząca efekty metodę, wsparcie w decyzjach biznesowych, pomoc w promowaniu szkoły oraz służenie radą przy podejmowaniu różnych decyzji.

Michał podkreśla, że nie jesteśmy korporacją, gdzie los szeregowego pracownika w dużej mierze zależy od decyzji szefa. W Helen Doron rozmawiamy ze sobą, omawiamy problemy i wspólnie próbujemy znaleźć dogodne dla wszystkich stron rozwiązania.

Dlatego też jesteśmy bezkonkurencyjni. Tworzymy zgrany zespół ludzi, którzy lubią ze sobą pracować i którzy wymieniają się najlepszymi pomysłami. Nie ma nic przyjemniejszego niż szkoła, w której panuje dobra, zgodna, radosna atmosfera. To przekłada się na naukę oraz lepsze samopoczucie naszych uczniów i ich rodziców.

Dbając o tę dobrą atmosferę Michał organizuje na swoim terenie oprócz obowiązkowych zebrań i konferencji także imprezy integracyjne dla właścicieli szkół i lektorów.

Michał oprócz bycia MF-em, dużo muzykuje, realizuje projekty teatralne, medytuje, uczestniczy w męskim kręgu (grupa wsparcia dla mężczyzn, Michał mówi, że to „alternatywna do gier komputerowych, meczu Legii i Lecha”). Obecnie szuka idealnej, alternatywnej, szkoły dla swojego 5-letniego synka, bo jak sam zauważa, kiedy pozna się metodę Helen Doron i sposób jej nauczania, trudno potem przestawić się na zwykłą szkołę, w której od wieków tak mało się zmieniło.