Agnieszka Eysymont – Nawrot rozmawia ze Sławomirem Matczakiem o tym, co robić, gdy dowiadujemy się, że to nasze dziecko jest hejterem. I o tym, gdzie zaczyna się granica między żartem a przemocą.

Zabrać telefon? To nie wystarczy

Wyobraź sobie, że dowiadujesz się, że twoje dziecko hejtuje. Karty leżą na stole. Co teraz?

Pierwsza reakcja większości rodziców jest natychmiastowa i pozornie logiczna: zabrać telefon. Odciąć od źródła.

„Ale to nie ma sensu” mówi Sławomir Matczak. „Pożyczy od kolegi. Znajdzie drugi. A do tego wsadzamy go do pokoju, który jest jego rajem, i mówimy, żeby tam siedział. Siłą nic się nie da”.

Zabranie urządzenia to działanie na objaw, nie na przyczynę. A przyczyna, zdaniem Matczaka, leży gdzie indziej i jest dla rodziców znacznie trudniejsza do przyjęcia.

„Jeśli moje dziecko hejtuje, to znaczy, że już mi się wymknęło. Że gdzieś na tej drodze nie pokazałem mu, co jest dobre, a co złe. Nie dałem wzorców. To jest moja wina, nie jego”.

Dwie drogi i pełna konsekwencja

Zamiast zakazów i kar Matczak proponuje rozmowę o konsekwencjach. Nie straszenie, ale uświadomienie, że każdy wybór ma swój ciąg dalszy.

Opowiada historię ze swojego domu. Pewnego dnia przyszedł do niego syn z zablokowanym komputerem i rachunkiem na kilkaset złotych. Wszedł na stronę pornograficzną, złapał wirusa.

„Założyłem, że niechcący” mówi Matczak. „Ale powiedziałem: bierzesz komputer, idziesz do sklepu informatycznego, płacisz z własnych pieniędzy i czyścisz. Wszystko, co miałeś, zniknie. Taki był wybór”.

Dokładnie ten sam mechanizm działa w przypadku hejtu w sieci. Każdy telefon ma adres IP. Każda wiadomość ma nadawcę.

„Dzieciaki myślą, że zmienią nick albo użyją VPN-u i znikną” mówi Matczak. „Nieprawda. Jeśli człowiek przeszedł jakąś drogę w internecie, można tę drogę prześledzić. A telefon, z którego hejtowałeś, jest przedmiotem służącym do łamania prawa. Policja go zabiera. Odzyskasz go wyczyszczonego, jeśli w ogóle odzyskasz”.

Pokazuje młodym konkretne przykłady: dzieci, które handlowały oprogramowaniem blokującym strony i o świcie usłyszały pod drzwiami „otwierać, policja”. Chłopaka, który na zdjęciu nauczyciela napisał „pedofil szkolny”, nie wiedząc, że nauczyciel jako funkcjonariusz publiczny jest chroniony prawem. Grupę nastolatków, którzy dali „łapkę w górę” pod filmem przedstawiającym przestępstwo i zostali wezwani na komendę, bo wiedzieli i nie powiedzieli dorosłym.

Gdzie kończy się żart, a zaczyna hejt?

Granica bywa niewidoczna. Dzieci często jej nie dostrzegają, a czasem dorośli też nie.

Matczak prowadzi na zajęciach prostą prowokację. Prosi uczniów, żeby powiedzieli coś miłego na jego temat: mądry, przystojny, silny. Zapisuje to na zielono. Potem prosi, żeby powiedzieli coś, z czego wszyscy będą się śmiać. I wtedy zaczyna się coś niepokojącego.

„Nakręcają się. Jedno rzuca słowo, drugie dorzuca, trzecie się śmieje. Gruby, brzydki, śmierdzi, krzywe nogi. I już lecą zdania, których dziecko samo by nie wymyśliło. Słychać, że gdzieś je usłyszało. Od dorosłych”.

Na jednych zajęciach stało się coś nieoczekiwanego. Kiedy klasa już się rozkręciła, jedna dziewczynka wstała i powiedziała: „Stop. Przestańcie pana hejtować”. Na innych zajęciach wstały trzy osoby.

„To są mistrzowie” mówi Matczak. „Mieli dość siły, żeby przeciwstawić się grupie. To jest dokładnie to, o co chodzi”.

Rana, która goi się latami

Hejt to nie jest incydent, który mija. Matczak opowiada o studentce, która podczas nagrania zaczęła mówić o tym, jak w siódmej klasie trzy dziewczyny wzięły ją na cel. Dziś ma 600 tysięcy obserwujących i jest influencerką. I wciąż płakała.

„Zapytałem, co jej pomogło przetrwać. Powiedziała: Miałam poczucie własnej wartości i marzenia, które chciałam spełnić. I je spełnia. Ale rana nie zniknęła”.

Podobną historię opowiedziała światu Lady Gaga, znana wcześniej jako Stefanie Germanotta, wyśmiewana przez grupę koleżanek ze studiów pod hasłem „nigdy nie będziesz sławna”. Nie wspomniała o tym, żeby pokazać, że wygrała. Zrobiła to po to, żeby uświadomić, jak długo taka rana się zabliźnia.

„Ja też pamiętam, jak mnie kiedyś niesłusznie wyszydzono” mówi Matczak. „To boli. I to się pamięta”.

Godność, słowo, które dzieci powinny znać

Artykuł 30 Konstytucji RP mówi, że godność człowieka jest źródłem jego wolności i praw. To zdanie Matczak cytuje na zajęciach regularnie.

„Hejter chce, żebyś opuścił głowę. Żebyś uwierzył, że jesteś nikim. Ale to nieprawda. Masz swoją godność i nikt nie ma prawa jej naruszać. Nawet rodzic nie ma prawa naruszać godności swojego dziecka. Tak jak nie chcemy, żeby ktoś naruszał naszej”.

Jeśli dziecko hejtuje, oznacza to zdaniem Matczaka jedno: samo ma problem ze swoją godnością i emocjami. Ktoś mu nie pokazał, jak to wygląda od środka.

„Jeśli jestem kochany i czuję się bezpieczny, nie hejtuję. Jeśli hejtuję, to znaczy, że czegoś mi brakuje. I to jest pytanie do rodzica: dlaczego moje dziecko ma inny wzorzec niż ja?”.

Przyznanie się do błędu też jest wzorcem

Matczak nie mówi rodzicom, żeby „posypywali głowę popiołem”. Mówi co innego: że błąd jest wpisany w życie. Że nieomylność to złudzenie. I że przeproszenie własnego dziecka jest jedną z najważniejszych rzeczy, jakie można zrobić.

„Ja przeprosiłem swoje dzieci, kiedy się myliłem. Moja żona też. To dla dziecka kluczowa informacja: że ono też może popełniać błędy, że jest w tym bezpieczne, że ma wsparcie”.

Natomiast jedno jest niedopuszczalne: obojętność i brak reakcji. To, zdaniem Matczaka, wyklucza się z godnością.

„Błąd jest okej. Ale niereagowanie nie”.

Kiedy naprawdę trzeba działać

Matczak jest też wyraźny w jednej kwestii: dziecko nie powinno radzić sobie samo. Nigdy. Zawsze powinno mieć kogoś, do kogo może przyjść.

„Pytam dzieci: jeśli przyjdziesz do przyjaciela i powiesz mu, że cię hejtują, co zrobi? Czy powie: daj spokój? Czy pójdzie z tobą do nauczyciela albo do mamy, która jest prawniczką? To jest test prawdziwej przyjaźni”.

Jeśli dziecko przestaje jeść, symuluje choroby, boi się iść do szkoły, to nie jest tylko kwestia klasówki z matematyki. To może być sygnał, że coś złego dzieje się w grupie. I rodzic powinien to zobaczyć.

Kiedy zaś zagrożenie staje się realne: groźby, palenie zdjęć, zapowiedzi przemocy, nie ma miejsca na bagatelizowanie. Groźba wypowiedziana w internecie może być spełniona w realu.

„Mój kolega był hejtowany i znosił to spokojnie” mówi Matczak. „Ale gdy groźby dotknęły jego synów, oddał sprawę na policję. Hejter zapłacił bardzo dużo. W obronie innych nie ma przebaczenia”.

Na koniec: nie walcz, ale nie bądź obojętny

Matczak nie nawołuje do walki z hejtem. Mówi o przeciwdziałaniu. O wychodzeniu z toksycznych grup bez dramatu. O szukaniu prawdziwych przyjaciół. O budowaniu w dziecku poczucia własnej wartości, które przetrwa falę hejtu.

„Hejterów nie pamiętam. Niech spadają. Ban i do widzenia. Ale jeśli ktoś ruszy moją rodzinę, to ma problem”.

A do rodziców mówi jedno: zanim pójdziesz szukać winnych na zewnątrz, w szkole, u nauczyciela czy w systemie, zadaj sobie pytanie: kiedy ostatnio rozmawiałeś z własnym dzieckiem? Czy jesteś dla niego portem, do którego może wrócić?

„Bądźmy skałą dla naszych dzieci. Bądźmy wzorem. Niech będą z nas dumne”.

Sławomir Matczak – aktor, dyrektor Akademii Telewizyjnej, inicjator ogólnopolskiej akcji antyhejtowej w szkołach. Agnieszka Eysymont – Nawrot – nauczycielka, mama, dyrektor.