Dobre maniery u dzieci

Czasem po prostu opadają ręce i nie wiadomo, co powiedzieć. Chciałoby się jakoś zwrócić uwagę rodzicowi. Bo to przecież niestosowne, nie ma miejscu i prędzej czy później skazuje na społeczny ostracyzm. Choć jeśli wszyscy zaczną tak robić, to kto wie… może takie zachowania z kategorii „nieakceptowalnych” przejdą do „zabawnych”.
Już starożytni mówili „O tempora, o mores!”. Co z łaciny oznacza „Co za czasy! Co za obyczaje!”. Cyceron użył tego sformułowania krytykując ówczesne zepsucie obyczajów. Ciekawe, co by powiedział dziś. A może również, jak i mnie, zabrakłoby mu słów.

No, bo co powiedzieć, kiedy uczeń pierdzi. Niby to naturalne. Każdemu się zdarza. Z moich szkolnych czasów pamiętam, że to był największy wstyd. Puścić bąka wśród rówieśników. Dziś natomiast zdarzają się dzieci, które puszczają głośnego bąka i jeszcze się z tego cieszą. Reszta grupy również. Jak wtedy reagować? Można zwrócić uwagę. A co jeśli nie zadziała i takie zachowanie powtarza się na kolejnych zajęciach? Powiedzieć rodzicowi? Jak to ubrać w słowa? „Pani dziecko, mimo moich próśb, puszcza na lekcji bąki”?
Aha, nie mówimy tu o maluchach, którym oczywiście więcej wolno, bo pewnych rzeczy jeszcze nie rozumieją. Mam na myśli dzieci starsze, ze szkoły podstawowej.

Na przykład uczeń z 3 klasy „pierdzi pachą”. Nawet nie wiem, jak to dobrze nazwać. Wkłada jedną dłoń pod pachę, którą szybko opuszcza. Powstaje odgłos podobny do puszczania bąków. Kolejnemu się to oczywiście bardzo podoba, więc robi to samo. A reszta się śmieje. Co powiedzieć? „Pana dziecko pierdzi pachą, a inne osoby z grupy po nim papugują”?

Kolejny drażliwy temat – śmierdzące skarpetki. Wszyscy prowadzący dodatkowe zajęcia, zwłaszcza te, w czasie których siedzi się na dywanie, znają problem. Mam koleżankę, która w okresie wiosenno-letnim mówi wprost do rodziców, żeby przynosili zapasowe czyste skarpetek i żeby dzieci je zakładały przed lekcją. Ja się jeszcze nie odważyłam. Choć to nie ja powinnam się wstydzić.

Jedzenie na lekcji – na to przyzwolenie dają sami rodzice. Domyślam się, że dzieci mogą być głodne. Zwłaszcza że jeżdżą non stop ze szkoły, czy przedszkola na zajęcia dodatkowe. W pośpiechu, zagonieniu nie mają, kiedy zjeść. Rodzic wręcza wafelka, jabłko, bułkę, cokolwiek przed wejściem na salę. Jedzenie momentalnie leci na dywan, innym dzieciom zaś leci ślinka. Więc zdarza się, że te młodsze zaczynają zbierać okruszki i wyjadać je z dywanu. Fuj! I co powiedzieć rodzicowi? „Proszę nie dawać dziecku jedzenia, bo okruszki brudzą podłogę, a reszta grupy zaczyna je zbierać i wyjadać”?

Mnie krępuje już samo mówienie o tym. Czemu? Bo to jak zwracanie uwagi. Pouczanie kogoś. Wiem, że można to zrobić łagodnie, bez tego pouczającego tonu. A nawet zdobyć się na uśmiech i całą sytuację przedstawić w zabawny sposób. Macie sprawdzone pomysły?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.