Jak wychowywać dzieci przy pomocy języka żyrafy.

Marshall B. Rosenberg w jednej ze swoich książek proponuje, żeby wyobrazić sobie, że twoje dziecko to Gandhi lub… papież, Zygmunt Bauman, Matka Teresa czy jakiejkolwiek inny pełniący ważną funkcję człowiek. Lub że po prostu twoje dziecko to twój przyjaciel.

Przyjacielowi czy papieżowi nie wydajemy rozkazów: „Ubierz się!”, „Posprzątaj swój pokój!”, „Odrabiaj pracę domową!”. Przyjacielowi powiedzielibyśmy: „Czy możesz się ubrać?”, „Pomożesz mi w sprzątaniu, proszę.” lub „Jak tam idzie ci odrabianie pracy domowej?”.

Rosenberg zauważa, że „w naszej kulturze bardzo łatwo odczłowieczamy ludzi, wsadzając ich do przegródki z napisem <dzieci>”. Wiążę się to oczywiście z tym, że jesteśmy przekonani, iż to my, dorośli, jesteśmy za dzieci odpowiedzialni. Że to my, rodzice, kierujemy ich zachowaniem. Ale czy możliwe jest, by kontrolować zachowanie innej osoby. Jedynie, co możemy zrobić, to możemy dawać dobry przykład swoim zachowaniem i rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Najlepiej bez przemocy, czyli używając języka żyrafy.

Książkę pt. „Rozwiązywanie konfliktów poprzez porozumienie bez przemocy”, z której pochodzą powyższe spostrzeżenia, czytałam, kiedy pracowałam w szkolnej świetlicy. Były momenty, kiedy pod swoją opieką miałam ok. 30 dzieci. Wtedy wyobrażenie sobie, że każde z tych dzieci to Gandhi lub moja najlepsza przyjaciółka graniczyło z cudem. Teraz kiedy mam ten przywilej i komfort, że pracuję z grupą maksimum 8 dzieci, o wiele łatwiej mi to przychodzi. W małej grupie każde z tych dzieci ma szansę być zauważonym, a jego potrzeby są respektowane.

Od kiedy zdałam sobie sprawę, że jest innym, bardzo prosty przecież, sposób, by moje relacje z dziećmi wyglądały inaczej, czuję dużą ulgę i o wiele lepiej mi się z nimi pracuje i rozmawia. Oczywiście są momenty, kiedy zapominam, że jestem w kręgu 8 najlepszych przyjaciół… ale to już temat na inny wpis.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.