KWESTIA KROWY CZYLI… BRZYDKIE SŁOWA PO ANGIELSKU

 

W końcu pojawią się tego typu pytania: – Taaaato, jak po angielsku jest głupi? Ba… dobrze, jeśli tylko takie. Ale uprzedzam Was, będzie gorzej. Brzydkie wyrazy, bo o nich mowa, prędzej czy później wzbudzą zainteresowanie dzieciaków. Nawet, jeśli w domu zadbamy o czystość języka i zapanujemy nad nim w sytuacjach kryzysowych – wypuszczając latorośle w świat, nie uchroni ich nasz ciepły i szczelny klosz. Nie dość, że brzydkie wyrażenia i zachowania zaatakują małolatów od strony dorosłych to – co tu dużo mówić – niektóre ganiające po podwórkach dzieciaki potrafią wykazać się werbalną wrażliwością godną niejednego, przysłowiowego szewca. Jeszcze innym, przebogatym kanałem przekazu wulgaryzmów, są oczywiście media (i nie chodzi tu jedynie o „dorosłe” filmy, bo niecenzuralne wyrażenia pojawiają się już nawet w kreskówkach). Każdy rozsądny rodzic wie: uważaj czym ekscytuje się twoje dziecko. Sprawdź co czyta, ogląda, z kim się zadaje. Tere fere.  Pokażcie mi takich rodziców, którzy z ręką na sercu wypełniają wszystkie teoretyczne zalecenia doskonałej troski i rodzicielskiego nadzoru…

Ale to już temat na całkiem inny wpis. Dziś zajmę się sprawą „brzydkich słów po angielsku”. Szybko zauważyłem, że poziom znajomości języka u moich starszych uczniów wykracza daleko poza zakres materiału objętego kursem. Dzieciaki chwaliły się między sobą anglojęzycznymi słowami „wyłapanymi” z telewizora. Znaczenie niektórych bardzo dobrze rozumiały, ale co do innych – miałem wątpliwości. Postanowiłem zatem wkroczyć do akcji. Tłumaczyłem mojej wesołej gromadce po co językowi tego typu słownictwo, bacznie zwracając przy tym uwagę, na jakie konkretne sytuacje i filmy powoływały się dzieciaki. Okazało się to niezwykle cennym źródłem wiedzy pedagogicznej. Kiedy moje dzieciaki przekrzykiwały się przytaczając przykłady, nagle jeden z chłopców – Marcin – odepchnął wyrywającą się do wypowiedzi dziewczynkę i fuknął w jej kierunku: – Stupid cow! Zamarłem. Mała momentalnie zalała się łzami. Reszta grupy zaczęła się śmiać. Uspokoiłem dzieciaki i zwracając się do Marcina, zapytałem: – Skąd znasz takie określenie? Wiesz, co dokładnie znaczy? Oczywiście, wywołany do odpowiedzi zrobił się czerwony, po czym przecząco pokiwał głową i odparł, że często zwracają się tak do siebie bohaterowie popularnej, amerykańskiej kreskówki. – Aha… – pomyślałem – Tu leży pies pogrzebany… Tym razem spytałem pochlipującą jeszcze małą czy rozumie znaczenie słów Marcina i, czy to właśnie z tego powodu zaniosła się płaczem. Odpowiedziała, że zna słowo „cow”. Kontynuowałem śledztwo: teraz czas na grupę. –  Czy ktoś wie, co oznacza cały zwrot? Jedni kiwali przecząco głową, inni potakiwali. Żadne z dzieci nie chciało jednak głośno wypowiedzieć „nieładnych wyrazów”. Postanowiłem rozwiązać sytuację i zakończyć kwestię. – Marcin użył brzydkiego wyrażenia. Pierwszym słowem nazwał koleżankę głupią. Drugim – wmieszał w całą aferę miłe i dobre zwierzątko czyli krowę. Łącząc się jednak w parę, słowa stworzyły zwrot bardzo obraźliwy. Nikt nie chciałaby, żeby zwracano się do niego w taki sposób…

Ostatecznie Marcin przeprosił koleżankę i było po sprawie. Mimo, że plan przewidywał w tym dniu coś zupełnie innego – zajęcia nie były stracone. Dzieciaki nauczyły się, że czasem słowo określające coś sympatycznego i dobrego, po połączeniu z jednym lub kilkoma „brzydkimi” słowami – nie tylko zmienia swoje własne znaczenie z miłego na obraźliwe, ale też nadaje zupełnie innego sensu całemu zwrotowi. Dzieciaki chętnie używają określeń zasłyszanych w telewizji. Znają znaczenie jednego czy dwóch wyrazów, nie zdając sobie sprawy ze znaczenia pozostałych. Rolą dorosłych jest, by w porę zauważyć różnicę: czy używają „brzydkich” słów i zwrotów nieświadomie czy z premedytacją, aby zdenerwować czy obrazić inną osobę. Bo jeśli tak – trzeba umiejętnie odwołać się do sprawdzonej przez pedagogów metody nagród i kar (to już jednak temat na inny tekst). Co najważniejsze – nie udawajmy przed dzieckiem, że wulgaryzmy i obraźliwe określenia nie istnieją. Nie ma na świecie takiego języka, w którym by ich nie było. Rzecz w tym, aby wyrobić w dziecku przekonanie, że brzydkie słowo to zawsze brzydkie słowo – nieważne w jakim języku wypowiadane. A w każdym istnieje na szczęście tak wiele słów pięknych i dobrych, że szkoda tracić czasu na wulgarne i obraźliwe.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.