Lekcja języka indonezyjskiego metodą Helen Doron

Miałam ostatnio okazję wziąć udział w lekcji języka indonezyjskiego. Lekcja była prowadzona metodą Helen Doron przez Indonezyjkę. Właściwa nazwa dla tego języka to bahasa Indonesia. Historia jego powstania jest bardzo ciekawa. Został utworzony na bazie malajskiego w 1928 r. Ma dużo zapożyczeń z języka niderlandzkiego i jawajskiego.

Znalazłam się znów po drugiej stronie, byłam uczennicą. Przyjemne, ale też niepokojące uczucie. Czy na pewno wiem, o co chodzi tej nauczycielce? Czy moja wymowa jest dobra? Oj, nie usłyszałam dokładnie, co ona powiedziała, jak mam to teraz powtórzyć? Koleżanka obok jest dużo lepsza! Od razu łapie, o co chodzi. A jak ładnie i wyraźnie powtarza! O, nie! Znów moja kolej, a ja zapomniałam jak się mówi, jak masz na imię?

Takie mniej więcej myśli krążyły po mojej głowie. Zamiast dobrze się bawić, analizowałam. Oceniałam, czy podołam, czy poprawnie powtórzę. Przyglądałam się innymi. Było dla mnie ważne, jak oni sobie radzą. A potem zdałam sobie sprawę z tego, że tak właśnie lub bardzo podobnie muszą się czuć nasi uczniowie, kiedy pierwszy raz przychodzą na zajęcia metodą Helen Doron English. Jakaś obca pani mówi coś, czego kompletnie nie rozumieją. Potem czeka, zawiesza głos, więc chyba chce, żeby dzieci się włączyły, coś powiedziały, ale o co chodzi?! I jest jeszcze rodzic, który z pewnością rozumie proste polecenia lektorki i dziwi się, że dziecko ich nie wykonuje. Niektórzy nawet popędzają i mówią dziecku do ucha „no! Jump!” Często sami przy tym siedząc. Dziecko jest zagubione, nie rozumie, nie wie, co ma robić. Jednocześnie czuje oczekiwanie od nauczyciela i presję ze strony rodzica, że coś zrobi, odpowie na komunikaty pani prowadzącej zajęcia.

Z kolei, my lektorzy, też często zapominamy, jak to jest czegoś nie rozumieć, nie wiedzieć, nie pamiętać. Oczekujemy, że dzieci będą wiedzieć, bo przecież mają chłonne umysły, nie są jeszcze obciążeni pracą i dorosłymi obowiązkami.

Udział w lekcji języka indonezyjskiego uświadomił mi, jak to jest. A dzięki temu wpłynął na moje zajęcia. Więcej teraz powtarzam, mówię wolniej, każdego staram się pochwalić. Jestem uważniejsza na odbiór tego, co mówię do dzieci. Obserwuję je, czy wiedzą, o co mi chodzi. Oczywiście nie muszą wszystkiego rozumieć. Najważniejsze, żeby się domyśliły, co mają zrobić, co powiedzieć, jak powtórzyć.

Polecam wszystkim to doświadczenie! Czasem warto zamienić się rolami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.