Opowiedz mi bajkę…

W czasie półkolonii grałam z dziećmi w „Story Cubes”. Zasady gry są bardzo proste. Wersja podstawowa to 9 kostek, na każdej ściance wszystkich kostek jest inny obrazek. Narratorem zostaje jeden z graczy, potem następny i kolejny, i tak dalej. Wystarczy rzucić kostkami, wybrać pierwszy obrazek, od którego zaczniemy historię i opowieść sama się toczy.

Do wersji podstawowej można dokupić jeszcze „Podróże”, „Bajki”, „Sport”, „Medycynę”, „Kosmos”. Dzięki czemu będziemy mieć bajki tematyczne.

Gra rewelacyjna, bo zasady są proste. Mogą w nią grać duże grupy. Wtedy każdy układa po jednym zdaniu. A jeśli gracze są na dobrym poziomie z języka angielskiego, to mogą opowiadać po angielsku. Dzieci bardzo się wciągnęły. Bardziej chyba niż dorośli, z którymi zdarzyło mi się grać. Historie opowiadaliśmy sobie ponad godzinę.

Przećwiczyliśmy kilka wersji gry: każdy gracz opowiada własną historię, a reszta słucha. Każdy dopowiada po jednym zdaniu. Pierwszy gracz mówi jedno zdanie, następny je powtarza i dodaje swoje zdanie. Kolejny powtarza dwa pierwsze i dodaje swoje i tak dalej.

Kiedy gra toczyła się w najlepsze, a ja tylko czuwałam nad spokojnym jej przebiegiem, jedno z dzieci zaproponowało, żebym i ja coś opowiedziała. Przyznam, że było ciężko… Oj, tak. Dzieci najbardziej śmieszyły historie absurdalne, mające jak najmniej wspólnego z rzeczywistością. A kiedy występowała w niej „kupa” i „siku” i tego rodzaju inne rewelacje, to już było super śmiesznie.

Moja historia powstawała długo, bo… potrzebowałam zastanowić się nad każdym obrazkiem. Dzieci nie mają tego problemu. Idą jak burza. Ja chciałam, żeby historia była przyczynowo-skutkowa, żeby jedno wynikało z drugiego. Dzieci nie zaprzątają sobie tym głowy. Moja bajka dążyła do jakiegoś morału, pouczenia. Ich kończyła się, bo nie było już więcej kostek.

Efekt końcowy: „Oj, coś Pani nudne te historie opowiada” – podsumowało jedno z dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.