PIZZA, FRYTKI, HOT-DOG… JESIENNE ROZWAŻANIA NA PUSTYM BRZUCHU :)

16831

 

Zawsze uważałem, że Nagrodę Nobla powinno przyznawać się również w kategorii: kulinarne osiągnięcia ludzkości. Bo dlaczego nie? Przecież jedzenie, związana z nim oprawa i tradycja to kawał historii. Ba, a jakież wyzwanie dla nauczyciela angielskiego! Jedna z podstawowych lekcji to przyswajanie nazw produktów i potraw oraz komunikacja w restauracji. Trzy elementarne problemy, z jakimi musimy zmierzyć się w obcym kraju to: po pierwsze „Jak dojść do…”, po drugie „Gdzie znajduje się toaleta”, po trzecie i najważniejsze: „Proszę frytki, pizzę, piwo, kawę i ciasteczko…”

 

Jesienią zawsze wracam do pizzy. Trochę jak niedźwiedź przed długim, zimowym snem – czuję potrzebę uzupełnienia energetycznych deficytów. Zresztą pizza to nader ciekawe zjawisko. Nikt nie przypuszczał, że tradycyjne danie biedniejszej części społeczeństwa dawnych Włoch zawojuje cały świat. Podejrzewam, że nawet nie ma już obiekcji na królewskich dworach, by czasem przekąsić kawałek pysznej, ociekającej roztopionym serem pizzy…

Ochota na pizzę natchnęła mnie do poruszenia kwestii związanych z nauką języka angielskiego. Podczas ostatnich zajęć dyskutowaliśmy sobie z dzieciakami na temat nazewnictwa i etymologii potraw. Okazało się, że jednym z największych przesądów, jakie towarzyszą w początkowej fazie edukacji kulinarnej jest… pochodzenie frytek i pizzy właśnie. Oczywiście wszyscy kojarzą te dania z tradycją amerykańską. „Ech, wszystkiemu winna popkultura” – pomyślałem… No cóż, trudno wyobrazić sobie dziś amerykańską rzeczywistość bez widoku nastolatków z frytkami czy bez pizzerii (zresztą czy jakąkolwiek inną można sobie wyobrazić? ;). O kwestiach zdrowotnych i dietetycznych pisać tu nie będę. Każdy wie, że nadużywanie jadła generalnie nie prowadzi do niczego dobrego, ale wiadomo: wszystko jest dla ludzi. Tyle, że podstawą jest umiar. I przy tym pozostańmy. Wróćmy raczej do kwestii widzenia pizzy przez pryzmat etymologii (czyli wiedzy o pochodzeniu wyrazów). Słowo „pizza” jest wyrazem rdzennie włoskim, nie angielskim. Potrawa pochodzi z Neapolu, choć istnieją dowody, że pierwsze placki podobne do pizzy serwowali już starożytni Grecy. Cóż, człowiek od zawsze wiedział co dobre :-). „Margherita” była wyrazem hołdu dla włoskiej królowej Małgorzaty Sabaudzkiej, która pod koniec XIX wieku odwiedziła Neapol. To właśnie na jej cześć sporządzono pizzę, a nazwa wzięła się od imienia władczyni.

Inaczej sprawa ma się z frytkami. Oryginalna ich nazwa to „chips”, ale też przede wszystkim „french chips” – czyli… francuskie. Czego to dowodzi? Że frytki również wcale nie pochodzą z Ameryki. Otóż potrawa narodziła się w Belgii, a dokładniej we francuskojęzycznej części kraju. Po francusku frytki zwą się pommes de terre frites.

– No, ale już „hot dog” to na pewno jest amerykański! – stwierdziły moje dzieciaki.

W końcu to typowo amerykańskie danie w stylu fast food. No niestety. Chociaż w przypadku bułki z gorącą parówką sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Otóż cała historia zaczęła się w Niemczech, a dokładnie we Frankfurcie nad Menem. To właśnie tam, w XV wieku powstały parówki. I to właśnie wraz z niemiecką emigracją, danie przywędrowało do USA, gdzie zostało spopularyzowane i urosło do rangi narodowej potrawy. Pan Hot dog ma nawet swój wierszyk:

 

ECHOES FROM THE LUNCH WAGON

 

‘Tis dogs’ delight to bark and bite,
Thus does the adage run.
But I delight to bite the dog
When placed inside a bun.

 

 

Co tłumaczymy tak:

 

ODGŁOSY Z WAGONU ŚNIADANIOWEGO

 

Rzeczą psa jest gryźć i szczekać,
dlatego zwykł człek uciekać.
Lecz ja lubię ugryźć psa,
gdy go wewnątrz bułki mam.

 

 

Jak widzicie, historia kuchni i migracje potraw to temat rzeka, na niejedną lekcję języka angielskiego. Nie wiem jak Wy, ale ja – przez to pisanie o jedzeniu – poczułem się właśnie strasznie głodny. Aż słyszę, jak burczy mi w brzuchu. Na pohybel zdrowej diecie i kaloriom! Dzwonię do pizzerii 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.