Po co dzieciom okrutne historie o żabie, którą zjadł Tadeusz?

Dawniej, kiedy dzieci spędzały swoje dzieciństwo głównie na podwórku, a nie przed komputerem, czy w specjalnie dla nich zaprojektowanych bawialniach, prawie wszyscy znali proste rymowane wyliczanki. Były one nie tylko zabawne, ale też i pełne okrucieństwa. Opisywały straszne historie, np. o żabie, która zjadła człowieka:

„Ene due rabe

Zjadł Tadeusz żabę,

Żaba Tadeusza,

W brzuchu mu się rusza.”

 

Albo o czarownicy, dla której dzieci to nie lada przysmak:

 

„Raz, dwa, trzy

Czarownica patrzy.

Cztery, pięć, sześć

Chce nas wszystkich zjeść.

Siedem, osiem, dziewięć

Wsadzi w smołę, w dziegieć,

Nim wszystkich pochwyta,

Umkniemy i kwita!”

Czy o niedźwiedziu, który jak się obudzi to nas wszystkich zje:

 

„Stary niedźwiedź mocno śpi.

My go nie zbudzimy,

Bo się go boimy.

Jak się zbudzi, to nas zje!”

 

Tradycja przekazywanych sobie z ust do ust wierszyków wydaje się dziś zanikać. Jeśli dzieci już coś śpiewają czy recytują są to zwykle skecze, krótkie opowieści, anegdoty zaczerpnięte z internetu. Z jednej strony może to i lepiej, bo te wierszyki przedstawiają straszną wizję świata. Wszędzie gdzieś czyha zło, które poluje na małe bezbronne istoty. A przecież dzieci mają jeszcze czas, żeby się o tym przekonać na własnej skórze w przyszłości, kiedy będą już dorosłe.

Ale z drugiej strony te rymowanki uczyły, że trzeba być czujnym i że najważniejsze to nie dać się złapać. W wyliczance o czarownicy finał jasno daje do zrozumienia, że dzieci „umkną i kwita!”. Nikt nie ma co do tego wątpliwości. Tak więc zabawy z tymi wierszykami to była lekcja refleksu, szybkości, natychmiastowego reagowania. Natomiast atmosfera gry, jej przewidywalność, dawała poczucie bezpieczeństwa. Nawet jeśli ktoś został złapany przez niedźwiedzia, świat się nie kończył, bo gra toczyła się dalej. Ten, kto został złapany, miał szansę, by się odegrać. Co ważne zgodnie z przyjęty zasadami gry.

Podobnie jest z bajkami, w których okrucieństwo, niesprawiedliwość, straszne tarapaty bohaterów są na porządku dziennym. Słynny amerykański psycholog dziecięcy – Bruno Bettelheim – twierdził, że baśnie przygotowują dziecko do życia w dorosłym świecie, do radzenia sobie z jego trudnościami. Dziecko słuchając bajki zwykle identyfikuje się z pozytywnym bohaterem, przeżywa więc wespół z nim jego przygody. Uczy się na jego błędach, poznaje strategie radzenia sobie z przeciwnościami losu.

Pomimo okrucieństwa, które my dorośli od razu zauważamy, bajki, wierszyki, wyliczanki tego typu są dzieciom potrzebne. Nie ograniczajmy ich świata tylko do rozmiarów landrynkowo-słodkich bajeczek disney’owskich z pięknymi księżniczkami i dzielnymi książętami. Bo taki świat to tylko w bajkach bywa… 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.