„Po co dziecku angielski, jeśli nie mówi jeszcze po polsku?”

Co roku słyszę tę samą historię. Pani logopedka lub pani przedszkolanka odradza rodzicom, żeby uczyli dzieci języków obcych. Zbiór argumentów jest niezmienny: „Po co mu angielski, jeśli nie mówi jeszcze po polsku?”, „Z problemami artykulacyjnymi lepiej nie zaczynać nauki języka obcego”, „Niech najpierw nauczy się dobrze polskiego”.

Najczęściej problem ten dotyczy chłopców, ponieważ zaczynają mówić dopiero około 3 roku życia. Oczywiście nie wszyscy, są wyjątki. Tak samo wśród dziewczynek, które też mogą zacząć później mówić.

Jest to związane z późniejszą mielinizacją włókien nerwowych – procesów zachodzących w mózgu. Mielina to otoczka komórek nerwowych, dzięki niej bodźce wysyłane z mózgu szybciej przechodzą i docierają, np. do aparatu artykulacyjnego.

Na ogół przyjmuje się, że mielinizacja kończy się ok. 12 miesiąca życia. Czasem może trwać trochę dłużej. Dziecko jest już gotowe do mówienia, widać to po jego postawie, po tym, jak bardzo chce się porozumieć z otoczeniem, ale jego aparat artykulacyjny nie jest jeszcze dobrze skomunikowany z mózgiem. Można odnieść wrażenie, że język i wargi dziecka są „leniwe” – tak to zwykle określają rodzice, zaniepokojeni brakiem mowy u swoich dzieci.

Często zdarza się tak, że kiedy proces melinizacji się zakończy u dziecka w wieku 3 lat, zaczyna ono mówić od razu pełnymi zdaniami. Czy to zatem oznacza, że niczego się nie nauczył, że umysł nie wykonał żadnej pracy? Dziecko przez trzy lata nie mówiło, ale intensywnie uczyło się języka. Jak potwierdzają najnowsze badania rodzimy się już gotowi do nauki języka. Na starcie zostajemy wyposażeni w struktury w naszym umyśle, które sprawiają, że uczymy się błyskawicznie.

Wady wymowy również nie przeszkadzają. Moim zdaniem, jako logopedki i nauczycielki angielskiego, jest wręcz przeciwnie. Jeśli dziecko uczy się dwóch języków ćwiczy swój słuch fonologiczny – pozwala na odróżnienie takich słów, jak: mama-tama, kot-lot, dom-tom, etc.; ćwiczy aparat artykulacyjny, ponieważ wymawia większą liczbę głosek, w tym te charakterystyczny dla języka obcego.

Im wcześniej dziecko się uczy języków, tym lepszy ma akcent. Jego aparat artykulacyjny do 6 roku życia jest tak sprawny, że dziecko jest w stanie nauczyć się i poprawnie wymawiać nieograniczoną liczbę głosek.

Przeszkodą w nauce języka obcego na pewno jest niedosłuch, czy złe słyszenie. Jeśli dziecko dobrze nie słyszy, nie nauczy się języka, nie będzie ani zapamiętywało, ani powtarzało. Jest to według mnie jedyny powód, dla którego nie może uczyć się języków. Najpierw trzeba się zacząć słuchem, bo w przeciwnym razie nie nauczy się nawet języka ojczystego.

Jak zauważa Helen Doron (brytyjska lingwistka): „Badania pokazują, że większość dzieci na świecie jest wielojęzyczna. Dziecko na Filipinach mówi językiem matki, językiem ojca, urzędowym językiem jest tam angielski, a w szkole uczy się kolejnych języków obcych. To tylko my w Europie żyjemy na wyspie, gdzie dzieci w Polsce mówią tylko po polsku, we Francji tylko po francusku, a w Niemczech tylko po niemiecku. Na szczęście i to się zmienia. Jesteśmy globalną wioską, a nasz mózg jest stworzony do nauki języków – nikt nas nie pytał, czy chcemy mówić językiem matki, a jednak nauczyliśmy się go bez wysiłku – i jesteśmy w tym świetni”.

Dzieci na całym świecie, mimo wad wymowy, czy późniejszego mówienia, uczą się języków. Dlaczego więc polskie dzieci miałyby temu zadaniu nie podołać? Zwłaszcza kiedy nauka odbywa się w wesołej i kreatywnej atmosferze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.