U progu nowego roku szkolnego…

learningNa początek roku szkolnego kilka słów od mojej koleżanki – Magdy Potockiej – która od bez mała 15 lat jest lektorką Helen Doron English.

Prosty, a może wcale nie, przepis na sukces w nauce angielskiego.

“U progu nowego roku szkolnego nie mogę się powstrzymać przed podzieleniem się pewną refleksją. Zainteresowanych proszę o doczytanie do końca, bo początek może wyglądać na przechwałki… a bynajmniej nie o to chodzi, jak się przekonacie.

Późnym wieczorem dostałam sms (chodziło o test językowy w gimnazjum, kwalifikujący uczniów odpowiednio do początkującej lub zaawansowanej grupy) o treści:

“Nie zdążyłem z Tobą pogadać, a chciałem pochwalić Twojego ucznia. Tomek miał diagnozę z j.ang. i miał najlepszy wynik w klasie: 74/80, a 40 pkt dzieliło klasę na pół. 50 nie miał nikt, poza kolegą z 71pkt, ale jemu pozwolono dokończyć następnego dnia, bo ma dysleksję. gratulacje!”

31e16bec643b7dd28611eab34967a41aNo i teraz to, co najważniejsze. Oczywiście, dumna z Tomka jestem aż do łez. Dziecko bardzo ambitne, ale też wrażliwe, długo się uczył radzenia sobie z porażkami, a sukcesy przyjmuje z zadziwiającą w jego wieku pokorą. Jestem bardzo szczęśliwa, że miałam swój udział w jego sukcesie, że jego poziom językowy został zweryfikowany pozytywnie, że wieloletnia współpraca będzie kontynuowana.

ALE.

Tak się składa, że Tomek jest moim bratem i WIEM, co wpłynęło na jego sukces.

Poziom językowy Tomka to idealna ilustracja tego, o czym mówię od wielu lat: WSPÓŁPRACY między uczniem, nauczycielem i rodzicami (dziadkami, opiekunami…). Tomek nie osiągnąłby takiego wyniku, gdyby nie jego ogromny wysiłek, w jakiś sposób przeze mnie kontrolowany, to prawda; ale jednak to JEGO praca. Jest wdrożony do nauki, zdyscyplinowany, głodny wiedzy, nauczony systematyczności. A przede wszystkim ma wsparcie w domu. To rodzina, w której się rozmawia, w której porusza się wszystkie kwestie, jakie dziecko chce poznać, nie ucieka się od tematów, nie ucieka się przed problemami. W której rodzice czują się odpowiedzialni za edukację i wychowanie i W PEŁNI w tym procesie uczestniczą.

Kiedy to piszę, to łzy mi kapią na klawiaturę, bo mam wielu uczniów, którzy przychodzą do mnie, bo rodzice usłyszeli, jakim jestem genialnym i charyzmatycznym nauczycielem, więc wierzą, że w jakiś sobie tylko znany sposób nadrobię ich własne zaniedbania, zaniedbania nauczycieli w szkole, nagromadzone zaległości albo po prostu lenistwo ich dziecka (trwałe lub przejściowe, wszystko jedno).

Kochani i wspaniali rodzice! ŻADEN nauczyciel, nawet najbardziej charyzmatyczny, nie stworzy geniusza samodzielnie. Uwierzcie, jestem naprawdę świetna. Ale nie każdy z moich uczniów będzie osiągał takie wyniki jak Tomek, bo spotkanie ze mną raz czy dwa razy w tygodniu nie załatwi sprawy.

Oczywiście mój tato (autor smsa, od którego zaczęłam post) jest przekonany, że to moja ogromna zasługa. Po części tak, ale z kolei – dzięki komu jestem tym, kim jestem? Kto zainwestował wiele lat temu w mój rozwój, kto uświadomił mi, jak istotne jest całościowe patrzenie na ludzi, a nie tylko przez pryzmat tego wycinka ich życia, w którym się akurat spotykamy? To, że przekazałam bratu, ile mogłam, jest zasługą również moich rodziców, o czym, zdaje się, zapomnieli  Ale nie ograniczyli się do opłacenia mi dobrej szkoły, do znalezienia prywatnych nauczycieli, którzy zastąpiliby ich wkład w mój rozwój. To coś o wiele więcej.

Z całym ciepłem i serdecznością nauczyciela od lat co najmniej siedemnastu proszę Was, pamiętajcie: to teraz jest ten moment, w którym liczycie się najbardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.