X
 
 

Rozmowa z Helen Doron o alternatywnej nauce angielskiego

Helen, omówmy kolejne elementy metody nauki angielskiego Twojego autorstwa. Co sprawia, że ona działa?
Wiele czynników wpłynęło na sukces metody, między innymi spiralna metoda nauczania. Jest to dość nowy pomysł w edukacji. Zamiast próby przyswojenia sobie od razu całego uczonego materiału, nauka metodą spiralną polega na stopniowym zdobywaniu wiedzy. Uczeń powtarza to, co już potrafi, daje mu to poczucie pewności. Poszerza także swoją wiedzę o nowe informacje. To bardzo naturalny proces nauki.

Przytoczę ciekawą anegdotę. W jednej z moich grup, w której były 4-latki, uczył się 2-latek. Na początku pracy nie miałam aż tylu materiałów i kursów do nauki różnych grup wiekowych, dlatego łączyłam dzieci w różnym wieku. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Ten 2-latek, o którym wspomniałam, był bardzo aktywnym i energicznym dzieckiem. Dziś pewnie nazwalibyśmy go hiperaktywnym. Przez całe zajęcia biegał po sali i naśladował latający samolot. Kiedy prezentowałam dzieciom nowe słownictwo, chłopiec zatrzymywał się, siadał i słuchał zafascynowany. A kiedy wracaliśmy do poprzedniego materiału, znów zaczynał bawić się w samolot. Ten 2-latek doskonale wiedział, kiedy uczymy się nowych rzeczy, a kiedy tylko powtarzamy to, co już przerobione.

Metoda spiralna jest najlepszą metodą do nauki języka. Jeśli uczysz metodą, która zakłada szybkie osiągnięcie mistrzostwa (z ang. „mastery method”), nawet jeśli robisz to w zabawny i ciekawy sposób, a nie dodajesz nowych informacji do przerabianego materiału, to taka nauka nie będzie stymulowała dzieci do rozwoju. Dzieci chcą się uczyć nowych rzeczy. Nie przeszkadza im, że nie osiągnęły jeszcze poziomu biegłości w materiale, który przerobiły. Nie potrzebują wiedzieć absolutnie wszystkiego na dany temat, by zacząć uczyć się nowego. Dzięki metodzie spiralnej uczniowie wracają do przerobionego materiału po miesiącu, po roku i uczą się go w nowy sposób, w odmiennym kontekście. Rozszerzą swoją wiedzą, poznają językowe niuanse, lepiej rozumieją język.

Wytłumaczmy to na przykładzie słowa “train”. Co ono oznacza? Dla maluszka będzie to „ciuchcia” (z ang. „choo-choo train”). Maluszek rośnie, staje się nastolatkiem, uczy się nowych rzeczy i już wie, że słówko „train” to także czasownik znaczący „uczyć, trenować”. A potem dowiaduje się, że jest i kolejne znaczenie – „tren sukni ślubnej” (z ang. „wedding dress train”). Na każdym nowym etapie nauki dziecko uczy się kolejnych znaczeń słów, które ma już opanowane. Zaczyna lepiej je rozumieć i chwytać językowe niuanse.
Jeśli metoda spiralna przypomina naturalny proces uczenia się, dlaczego „mastery method” jest wciąż praktykowana?
Prawda jest taka, że część nauczycieli i rodziców preferuje tę metodę. Wierzą, że właściwą drogą jest uczenie danego materiału aż do momentu pełnego opanowania go przez ucznia. Powtarzają wciąż tę samą rzecz, na różne sposoby, i nie ruszają dalej, nie wprowadzają nowego materiału. Rzeczywistość natomiast wygląda tak, że dziecko zapamięta tylko część nowych informacji, a część z nich zapomni.

Co prawda “mastery method” może dawać większą satysfakcję, bo jest prostsza. Metoda spiralna wymaga więcej planowania, wyznaczania sobie celów i ustalenia, jakiego materiału będzie się nauczać w kolejnych latach. Wielu nauczycieli nie ma aż tak dokładnie zaplanowanych zajęć. Kiedy 3-miesięczne dziecko zaczyna się uczyć metodą Helen Doron dokładnie wiemy, czego będzie się uczyło w przyszłym tygodniu, miesiącu, za rok, za pięć i piętnaście lat. Nasze programy są oparte na metodzie spiralnej. W ich tworzeniu pracowało wraz ze mną wielu ekspertów od edukacji i rozwoju dzieci. Piękno polega na tym, że dzieci nawet nie wiedzą, kiedy się uczą, po prostu dobrze się bawią. Mimo tego, że metoda spiralna wymaga większego zaangażowania i przygotowania lektora, wierzę, że daje dużą większą satysfakcję i naśladuje naturalny proces nauczania. A to owocuje dobrą zabawą, zainteresowaniem uczniów i nie jest nudne.

Jest taka stara anegdota o nauczycielu, który po lekcji wchodzi do pokoju nauczycielskiego. Zapytany przez kolegę, czego nauczyła się dziś jego klasa, odpowiada „wiem, czego uczyłem, ale nie wiem, ile z tego zapamiętają”. To smutne, ale tak właśnie wygląda nauczanie w szkołach. Ponadto rodzicom też się wydaje, że to jedyna właściwa droga. My natomiast rozumiemy, że umysł dziecka tak nie funkcjonuje. Dziecko nie będzie czerpało radości z takiego sposobu nauczania, a rodzice mogą tego nawet nie zauważyć. To, czego potrzebują rodzice, to zapewnienia, że ich dziecko będzie się skutecznie uczyło. Dzieci z kolei potrzebują czasu, by przyswoić nowe informacje oraz zaufania w ich możliwości. Nie oceniajmy, jak dużo się nauczyło, a cieszmy z samego procesu uczenia.