NIE JEDZMY KANGIEGO!

 

Kangi to sympatyczna maskotka sieci Helen Doron. Anglojęzycznego pluszaka znają dzieci na całym świecie. Oczywiście nasze polskie maluchy także, bo kangurek mieszka w każdej szkole Helen Doron i zwykle to on wita wszystkich na zajęciach. Nie obyłoby się bez kangurka na majówce czy zabawie karnawałowej. W ubiegłym roku dzieciaki brały udział w konkursie plastycznym na świąteczną kartkę do Kangiego, w tym roku – Helen Doron Pomorze organizuje konkurs na uwiecznienie zimowych ferii kangurka. Generalnie: wszyscy kochamy Kangiego. Tymczasem w australijskiej ojczyźnie naszego milusińskiego trwa wielka społeczna kampania, która głosi: ludzie, nie jedzcie kangurów!

 

Znajomy, którego szwagier jest Australijczykiem powiedział mi niedawno, że w Australii tak naprawdę „kangurzyna” (skoro jest wieprz-owina, i woł-owina to może i kangurz- yna?) wcale nie jest tak popularna wśród lokalnych mięsożerców. Nam tu w Polsce wydaje się, że przeciętny Chińczyk serwuje sobie na niedzielny obiad kotlet z psa, Francuz ubija w przydomowym oczku wodnym żabę, a Australijczyk obgryza chrupiące udko kangura. A tu okazuje się, że tego typu kulinarne atrakcje – owszem są serwowane, ale… turystom. Wszak wiadomo, że każdy człowiek, który przyjeżdża do obcego kraju i żądny jest wrażeń, chce zakosztować lokalnego kolorytu innej gastro strefy. Często zresztą okupuje to później męczarnią żołądkową i kiszkowymi rewelacjami. Ale nic to, do odważnych świat należy. Kto ni razu nie zatruł się za granicą, niechaj pierwszy rzuci kamieniem. Skoro jednak w tejże wspomnianej Australii, kangurze mięso zjadają jakoby jedynie turyści to zastanawiająca jest statystyka podana przez tamtejszy Departament Spraw Zagranicznych i Handlu: każdego roku na kontynencie australijskim zabija się 3-4 miliony kangurów! W roku 2008 „kangurzy” biznes oszacowano na 83,6 milionów dolarów! Jeśli to prawda, to Australia miałaby pierwsze miejsce na świecie pod względem turystycznej atrakcyjności. Właściwie lud całego świata musiałby chyba wyłącznie tamże podróżować. Co więcej, już na lotnisku musiałoby każdego witać tradycyjne pieczyste z kangura…

Jakoś wierzyć się nie chce. Ale popatrzcie na sympatyczny pyszczek naszego Kangiego: wyobrażacie sobie, że moglibyście zjeść kangura? Nie wiem jak Wy, ale ja jednak nie dałabym rady. Chociaż z drugiej strony, trąci to polską hipokryzją. Krówka Milka też jest sympatyczna, a wołowinkę zajadamy ze smakiem. Że już o Prosiaczku z Kubusia Puchatka nie wspomnę…

Mimo wszystko jednak akcja ratowania kangurów przemawia do wyobraźni. Dodatkowo podsyca ją fakt, że każdego roku w wyniku rzezi kangurzych rodziców, umiera w Australii 440 tysięcy młodych kangurków. Oczywiście nie trzeba, ale może warto − bo nic nas to w końcu nie kosztuje − oddać swój głos w tej sprawie i podpisać petycję na rzecz wprowadzenia zakazu importu mięsa kangurów do krajów UE. Poczytajcie o tym i podyskutujcie. Bo temat jest gorący i wart rozważenia.

 

Kampania „440.000 powodów, by nie jeść mięsa kangurów”:

http://www.thepetitionsite.com/1/stop-eu-imports—440000-joeys-killed-every-year

 

Jedna myśl nt. „NIE JEDZMY KANGIEGO!

  1. mrfate2

    Witam
    Dawno nie pisałem, a to z racji zmiany pracy i miejsca zamieszkania. Ale czytać wszystkie wpisy czytałem, a ten mnie poruszył. Oczywiście, że nie zjadać kangurów! Ale podobnie jak naszych swojskich królików, świnek czy krówek. Każde zwierze ma prawo do życia, że tak pompatycznie napiszę. Ale oczywiście wegetarianizm to wolny wybór każdego z nas! Ja polecam!
    pozdrawiam
    Tata Maćka

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.