„Witaj szkoło” czy „ceść skółko”?

 

Mysiu, ptysiu i pączusiu… Tak to właśnie wygląda, a raczej brzmi. Do dzieci mówimy zdrobniale, bawimy się słowami i zaśmiewamy się radośnie, kiedy nasze maleństwa słodko gaworzą i eksperymentują z nowo poznanymi wyrażeniami. Dziecko rośnie, a wraz z nim „dorasta” język, którym komunikuje się i opisuje świat. A co to ma wspólnego z nauką angielskiego? Otóż ma i to bardzo wiele.

Obserwując swoje dzieciaki zauważyłem jedno: na nic ostrzeżenia czy mocne obietnice dorosłych, dotyczące sposobu zwracania się do dzieci. Oczywiście, każdy jest mądry w teorii i wie: zniekształcając i zdrobniając wyrazy sugerujemy dziecku, że tak właśnie one brzmią. Ale to nie jest prawda. Dopiero dorastając, dziecko dostrzega i zauważa różnice pomiędzy językiem „dziecinnym”, a „dorosłym”.
I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Wyobraźmy sobie, jak bardzo sztuczna musi być dla naszych pociech nauka języków obcych. Prosto z podwórka, z domowych pieleszy, ze świata „papusiania”, „spacelku”, „ciukielecków” i „bajecek” trafiają do bardzo poważnej krainy eleganckich zwrotów i poprawnie skonstruowanych zdań. Pal licho z językiem polskim, bo na tym polu jeszcze sobie radzą.

W końcu Pani Nauczycielka nie będzie gaworzyć, ani zdrabniać. Ale jeśli chodzi o języki obce, tu sytuacja może nie wyglądać tak wesoło. Dlatego nie dziwmy się, że pierwszy kontakt z nauką języka angielskiego (ale też każdego innego, nie-rodzimego) w warunkach szkolnych bywa przeżyciem traumatycznym i nie budzi entuzjazmu. Przez długie lata dziecko kojarzy naukę języka z obowiązkiem i trudem: czymś przymusowym, co niezbędne jest do funkcjonowania w życiu (bo sami tak często naukę języka dzieciom tłumaczymy, bądźmy szczerzy…)

Czy jest na to rada? Jest. Wszak piszemy i mówimy bardzo wiele o wychowywaniu dzieci dwujęzycznych. I wcale nie trzeba mieć wokół siebie prawdziwej multikulturowej rodziny (choć pewnie byłoby to naprawdę przyjemne i ciekawe). Wystarczy potraktować język angielski tak, jak polski. Zaoferować dziecku jego „dziecinną wersję”: język zrozumiały, prosty i jednocześnie zabawny. Żeby niósł w sobie radość i wiedzę o takim świecie, w jakim nasz maluch chce przebywać: pełnym postaci z bajek, wspólnych gier, piosenek i wyliczanek. Ale bez infantylizacji i językowych udziwnień. Gwarantuję, dziecko nigdy nie będzie już traktować nauki angielskiego jako obowiązku. Warto o tym pomyśleć dziś, 1 września. To taki dzień, w którym myślimy o szkole, edukacji, o własnych szkolnych przeżyciach. I oczywiście robimy plany wobec naszych dzieci. A każdy rodzic chce, aby jego dziecko było najmądrzejsze i najlepiej wykształcone (taki to już jest nasz rodzicielski przywilej). Dlatego zanim nadejdzie jeden z tych wieczorów, kiedy zaglądając z troską do pokoju syna czy córki zobaczymy swoje dziecko ze zbolałą miną, obłożone słownikami, wkuwające na pamięć słówka do porannej kartkówki z angielskiego (pamiętacie to kochani rodzice?) – dajmy szansę dziecku, aby uczyło się w sposób, który je interesuje: na wesoło i z radosną ekspresją. Traktując angielski jako stały element dzieciństwa, część zabaw i codziennych doświadczeń, będziemy spać spokojnie. A zaglądanie do pokoju i donoszenie kanapek zostawmy na kartkówki z fizyki 😉 I pocieszmy się, że przynajmniej tę jedną lekcję odrobiliśmy dobrze.

A wszystkim, którzy zaczynają dziś rok szkolny – powodzenia, wytrwałości i samych sukcesów 🙂

 

Jedna myśl nt. „„Witaj szkoło” czy „ceść skółko”?

  1. mrfate2

    Witam
    I znowu trafne spostrzeżenie. Sam czekając na swoje dziecko zastanawiałem się jak uniknąć tego co mnie zawsze drażniło – zdrobnień, tych infantylnych “cukieleczków”, “bubu” i innych sformułowań. Widzę to na przykładzie mojej siostry i dziadków jej syna Kacpra. Brrr. Wiele razy rozmawialiśmy z żoną, po powrocie od siostry, że my tak nie pozwolimy… Ale wiadomo jak jest z rodziną. Tymczasem rzeczywiście przy nauce języka angielskiego na pewno ten problem będziemy mieli z głowy. Dziadkowie to raczej w edukacji rosyjskiego byliby pomocni
    Dziękuję za podsunięcie kolejnego trafnego pomysłu!
    pozdrawiam
    przyszły ojciec Macieja (a nie Maciunia 8-))

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.