słuchaj na:

Spreaker, Spotify, Google Podcast, Apple Podcast, YouTube

Grzegorz:

Taka moda. Pora na Podcasty!

Michał:

Pora i potrzeba. Pytasz mnie dlaczego. Dlaczego robimy ten podcast? No bo jest czas, żeby powiedzieć wszystkim ludziom, że robimy świetną robotę w Helen Doron i nie można już zwlekać. Trzeba się uczyć angielskiego masowo. Po prostu wszystkie nasze dzieci powinny mówić angielskim językiem, posługiwać się doskonale.

Grzegorz:

Masz na myśli polskie dzieci?

Michał:

Tak, wszystkie polskie dzieci powinny posługiwać się językiem angielskim płynnie od najmłodszego wieku. To jest trochę moja taka idea fiks. Sam jestem pasjonatem, fanatykiem języka angielskiego. Lubię podróżować. Lubię spotykać innych ludzi. Bez tego narzędzia, bez języka, nasze życie nie byłoby pełne. To jest pierwszy powód. Drugi to to, że mamy bardzo dużo fajnych ludzi w Helen Doron. Ty jesteś fajnym gościem. Dużo przeżyłeś. Mamy świetnych nauczycieli, świetnych trenerów, świetnych rodziców

Grzegorz:

No i świetne dzieciaki

Michał:

Świetne dzieciaki. Przecież jesteśmy taką społecznością, która gromadzi tysiące, dziesiątki, setki tysięcy ludzi. Bo jak policzyć wszystkie, wszystkich naszych uczniów? Oni mają wszyscy rodziców, rodzeństwo, dziadków, babcie, kolegów, koleżanki. Wszyscy nasi nauczyciele mają swoje rodziny. Wiesz, dyrektorzy szkół, to jest ogromna, ogromna grupa ludzi, ogromna wspólnota i mamy się czym podzielić. Więc dlatego ten podcast.

Grzegorz:

Angielski z przyszłością. Rozwój z przyszłością. Kariera z przyszłością i biznes, franczyza z przyszłością.

Michał:

Dlatego od razu nasuwa mi się pytanie – bo ty jesteś masterem franczyzy na terenie….

Grzegorz:

…Zachodniej Polski.

Michał:

Dlaczego właściwie własny biznes? Dlaczego nie poszedłeś do pracy, do kogoś, kto ci powiedział, co masz robić? Miałbyś swoją jasno wytyczoną drogę…

Grzegorz:

Od ósmej do szesnastej i do domu?

Michał:

Tak.

Franczyza Helen Doron na przykładzie historii Grzegorza

Grzegorz:

Nigdy nie chciałem pracować u kogoś osobiście, bo zawsze mnie to jakoś ograniczało. W jakiś sposób, że ktoś mi mówi co mam robić. Mam jakąś wewnętrzną potrzebę dużej niezależności i swobody. I jednocześnie franczyza chociaż to nie jest do końca od początku do końca w stu procentach własny biznes – daje takie poczucie dużej swobody. Zawsze mówię, że we franczyzie masz aż 97 procent niezależności. A te 3 procent… to jest zawsze ta zależność. Bo nie mogę zrobić tego co bym sam chciał do końca. Natomiast te 97 procent jest wystarczającą liczbą tej swobody, która pozwala mi dobrze się czuć. Myślę, że to jest kwestia mojej osoby i mojej osobowości. Tak jak ja do tego podchodzę. Gdyby było odwrotnie, miałbym 3 procent niezależności, to cierpiałbym po prostu. Fizycznie.

Michał:

Jak długo już to robisz? Jaka była ścieżka twoja do Helen Doron?

Grzegorz:

Od 2000 roku. Od pierwszego sierpnia, Wtedy otworzyłem pierwsze biuro we Wrocławiu i powstała pierwsza szkoła, druga, trzecia, kolejna. No i mamy rok 2022. Tych szkół jest już kilkaset w całej Polsce. Natomiast jak ja do tego doszedłem? W latach dziewięćdziesiątych szukałem, uczyłem się biznesu, praktykowałem różne rzeczy. Zajmowałem się głównie akwizycją wtedy. Sprzedawałem różne rzeczy i szukałam jakiegoś pomysłu na biznes, który dawałby mi wolność. Umożliwiałby przy tym budowę czegoś. Zajmowałem się wtedy głównie sprzedażą, akwizycją, byłem po prostu zwykłym domokrążcą. Ten zawód jest fajny, ma dużo różnych zalet. Zaczynasz i kończysz kiedy chcesz. Idziesz gdzie chcesz. Natomiast …

Michał:

Biuro w samochodzie

Grzegorz:

Biuro w samochodzie i dom w samochodzie. Pełna swoboda, wolność,

Michał:

Nie było jeszcze GPsów.

Grzegorz:

Nie było GPSów. Natomiast ma tę wadę, że jak nie wyjdziesz sprzedawać, bo coś się stanie, to nie zarabiasz. Miałem taki moment, że kiedyś zachorowałem, miałem potężne przeziębienie dwutygodniowe. Nie pracowałem przez ten czas no i nie zarobiłem ani grosza. Zrobiły się  długi i problemy. Więc stwierdziłem, że nie jest dla mnie. Przyszła szybka  refleksja:. trudno budować biznes na jednorazowych klientach i na tym, że codziennie zaczynasz wszystko od nowa.

Szukałem więc jakiegoś pomysłu na biznes, który umożliwia rozbudowywanie czegoś. Tworzenia jakiejś struktury, no bo to daje też pewne poczucie bezpieczeństwa. No i w którymś momencie mój przyjaciel, a później twój przyjaciel, Wiktor zadzwonił: “Słuchaj, jest taka oferta” powiedział. I jak mi zaczął to wszystko opowiadać, to pomyślałem – może to strzał w dziesiątkę.  Miałem jakąś wizję, co mam robić, co chcę robić, jak to ma być. Nie wiedziałem tylko jaka usługa, jaki produkt i jaka firma. I zaczął mi to opowiadać przez telefon. Ja mówię kurcze, on mówi dokładnie to, co  ja sobie wymyśliłem. I na końcu tej rozmowy, bo były dwie takie kluczowe kwestie.

Mówię, dobra to teraz, zanim powiesz gdzie mam podpisać, powiedz mi tylko, jak się firma nazywa i co sprzedajemy? A on mówi dobrze, ja ci to powiem, ale mam jeden warunek. Ja mówię, jaki? Ja jadę do Gdańska. Mówię, no dobra. Byłem wtedy zakochany w Kaszubach. To był taki moment, że uwielbiałem, kochałem Kaszuby. Wjechałem przez przypadek kiedyś, będąc w Trójmieście na akwizycji, z kolegą do Kartuz. Ja w ogóle byłem nieświadomy tego miejsca, że takie jest. Wjechaliśmy do Kartuz. Przejechaliśmy przez Kościerzynę do Kartuz i zostawiłem tam kawałek siebie. Bo jak zobaczyłem te wzgórza, jeziora. Potem ludzi tam poznałem. Bo poznałem tam  mnóstwo ludzi, miałem tam mnóstwo klientów, się z nimi zaprzyjaźniłem. Wspaniali ludzie. Myślę, że Kaszubi są najlepszą nacją w ramach Polaków.

Michał:

Podobno to jest najstarszy polski rdzenny język jeszcze pozostał na tej ziemi.

Grzegorz:

Być może. I to jest tak,  że oni tutaj są z dziada pradziada, nikt ich stąd nie przesiedlał, nie przemieszczał. Po prostu pokochałem tych ludzi, to miejsce. I od tego momentu marzyłem o Kaszubach, o Trójmieście, żeby w jakiś sposób tutaj, do Trójmiasta przyjechać. No, ale Wiktor mówi: “Mam jeden warunek: ja jadę do Gdańska”. Wtedy ten obszar był wolny, do objęcia. A ja mówię: “No dobra”. I tym sposobem wylądowałem we Wrocławiu. Także, nie żałuję tego. Do Gdańska zawsze mogę przyjechać, czy do Trójmiasta.

Michał:

Super miasto.

Grzegorz:

Właśnie, bo ty masz jakieś swoje korzenie we Wrocławiu, mieszkałeś tam długo, pracowałeś.

Michał:

Korzenie mam w Gdańsku. 

Grzegorz:

W Gdańsku?

Michał:

Dlatego jestem tutaj, bo jak wiesz, przejąłem po Wiktorze jego teren, więc ja jestem stąd, ale wyjechałem stąd na 20 ponad lat

Grzegorz:

Ale byłeś we Wrocławiu?.

Michał:

Swoją wielką podróż bohatera. Między innymi trafiłem do Wrocławia i byłem tam przez 8 lat. Robiłem tam festiwal Przegląd Piosenki Aktorskiej, pewnie Ci znany. Potem… i dobrze mi tam było. Lubiłem to miasto bardzo. Bardzo lubiłem. Chodziłem sobie nad Odrą na spacery, na wyspę Spichrzów. I to jest miasto, które ma wspaniałe życie, knajpy, koncerty. Tam naprawdę się dużo dzieje. Dużo artystów. Więc czułem się jak ryba w wodzie.  

Ale potem znalazłem dziewczynę swoją ukochaną. Moją teraz żonę Agnieszkę. Poznałem ją we Wrocławiu no i okazało się, że ona mieszka w Gdańsku. Okazało się, że ma szkołę Helen Doron. I okazało się, że ja po prostu pojechałem za nią do Gdańska. Kupiłem najpierw franczyzę na Gdynię i Gdańsk. Trójmiasto generalnie, okolice Trójmiasta. Od Wiktora zresztą. Potem Wiktor przekazał mi całość. Odkupiłem od niego ten biznes. On ruszył w inne miejsca. W tej chwili jest w Afryce. Więc jak widać to język angielski – znowu wracam, to jest taka pętla – język angielski daje ci szansę po prostu na wszystko. Na życie wszędzie. To jest niesamowite. Uwielbiam to. 

Teraz wróciłem z Afryki po podróży krótkiej i też byłem zachwycony tym, że  jestem w stanie porozmawiać z ludźmi, którzy  są z zupełnie innej ziemi. Mają zupełnie inną kulturę, inny kolor skóry, inaczej myślą o życiu. Inny stan posiadania, w ogóle inny styl życia, inny styl komunikacji. I my mogliśmy się dzielić sobą nawzajem dzięki angielskiemu. Także jest to niesamowite, po prostu niesamowite. Mam nadzieję, że ten podcast będzie namiastką tego. Takiego dzielenia się naszego Helen Doron z resztą ludzi. Z resztą świata.

Grzegorz:

Robiłeś we Wrocławiu festiwal, pracowałeś w teatrze. Byłeś dyrektorem tego festiwalu. W sumie to jesteś artystą. Jak wczoraj rozmawialiśmy, to grałeś na gitarze. Śpiewasz. Siedzimy teraz w takim miejscu.To jest studio nagrań. Perkusja, gitary i mikrofony.

Michał:

Tak. Ja w ogóle mam taką swoją obserwację, że mamy takie podstawowe potrzeby jako ludzie. Musimy zjeść, musimy się wyspać, musimy pić wodę, musimy kochać, być kochani. Jeszcze inną taką potrzebą jest wyrażanie się. Wyrażanie się, czyli mam na myśli kreację. Czyli mam na myśli to coś, co  stwarzamy. Coś, co pozwala nam wyrazić nie tylko naszą osobowość, ale też nasz stosunek do świata. I to wielkie pytanie: kim jesteśmy i po co żyjemy? Dokąd idziemy, co nas prowadzi, jaki jest powód naszego istnienia? To wszystko musimy  wyrazić w jakiś sposób. To może być zaśpiewanie piosenki, może być opanowanie instrumentu. To może być stworzenie wspaniałej lekcji albo metody uczenia. Tak jak zrobiła to Helen Doron. Albo, to może być zwiedzanie na rowerze świata. To mogą być narty biegowe, szachy. Cokolwiek, to musi być jakiś outlet, który pozwala. To co w środku kipi. To co w środku jest niejasne, niewyrażone pozwala wyrzucić. Pozwala się spotkać ze sobą. Nie wiem, czy to co mówię ma sens, ale trudno jest znaleźć na to słowa. Natomiast w innym przypadku jeśli tego nie będziemy robić. To obawiam się, że będziemy chorować po prostu. Bo to są rzeczy, które się kumulują w środku. Nie wyrażone zaczynają gnić, psuć. Człowiek niewyrażony choruje.

Grzegorz:

Widać jakieś wewnętrzne pragnienie, potrzebę. Jakiś taki zew w sercu.

Michał:

Jakaś konieczność. Wydaje mi się, że człowiek niewyrażony choruje. Często widać zresztą to np. w ciałach ludzi. Jak chodzą pokrzywieni, pokręceni. Nie wiem, czy zauważyłeś? Obawiam się, że często to wynika właśnie z tego. Człowiek z kolei  wyrażony, taki który nie trzyma w sobie. Swoich wątpliwości, swoich pragnień, emocji, jest człowiekiem zdrowym przeważnie. Jest zdrowy, ma wyprostowany kręgosłup. Patrzy jasno w przyszłość. Są to takie moje obserwacje życiowe. I stąd moja pasja też do grania, do piosenek. Mam chłopaków, z którymi gram muzykę. Siedzimy sobie też w moim studio w tej chwili, nagrywamy ten podcast. Przychodzą tu chłopaki, bierzemy gitary, łoimy parę godzin, dwa razy w tygodniu. Fan fan fan.

Grzegorz:

Dwa lata temu czy trzy lata temu nagrałeś piosenkę Happy Kids Happy World.

Michał:

To nawet myślę, że już dawniej. To więcej czasu minęło.

Grzegorz:

Ale to wtedy było jakieś nagranie. Napisałeś słowa i muzykę do tego.

Michał:

W ogóle inspiracją była dla mnie…

Grzegorz:

Podepniemy na koniec naszej rozmowy całą piosenkę. Ja ją ponownie przesłuchałem po jakimś dłuższym niesłuchaniu i przebój wchodzi do głowy. Dwa dni śpiewałem.

Michał:

Inspiracją była dla mnie taka inicjatywa Plain For Change. Jest taka strona  plainforchange.com I tam muzycy z różnych stron świata grają razem piosenki, razem muzykę. To jest wspaniałe, bo jest jakiś człowiek, który gra np. podkład basowy na Jamajce. Do tego jakiś człowiek z Tanzanii dogrywa akord na gitarze.

Grzegorz:

Na odległość?

Michał:

Tak, na odległość. Jeszcze ktoś inny z Meksyku śpiewa melodie. Jeszcze ktoś z Azerbejdżanu gra na skrzypcach. I w ten sposób powstają utwory. A wszyscy ci muzycy mają swój własny lokalny charakter. To jest świetne, bo my robimy podobne rzeczy z naszymi dzieciakami w Helen Doron. Bo oni się łączą ze swoimi kolegami z innego kraju i po prostu sobie gadają. 

Grzegorz:

To jest nowoczesna technologia, internet, Skype, i inne zoomy, cokolwiek kto używa.

Michał:

W ogóle jestem optymistą i nie boję się technologii. Owszem młotkiem można zrobić komuś krzywdę, ale można też zbudować dom. To samo pryncypium uważam, że należy zastosować do technologii. Mamy media społecznościowe, które powodują podziały i powodują przykre zjawiska społeczne. Ale też te same media społecznościowe sprawiają, że my jesteśmy jedną wielką światową rodziną i wydaje mi się, że stajemy się sobie bliżsi. Widzę, że młode pokolenie, nasze dzieci, już dla nich nie ma znaczenia za bardzo jakaś taka przynależność narodowa czy też płeć kogoś, czy kolor skóry. To wszystko staje się mniej ważne. Po prostu jesteśmy dzieciakami świata.

Grzegorz:

Przez te narzędzia, języki, te wszystkie internety, mamy możliwość posiadania przyjaciół wszędzie. Teraz byłeś w tej Afryce. Mówiłeś wczoraj, że utrzymujesz kontakty z tymi ludźmi, których tam poznałeś. A wcześniej byłoby to niemożliwe, nie znając angielskiego tym bardziej.

Michał:

Zresztą ty też jesteś podróżnikiem.

Grzegorz:

Trochę ostatnio może mniej, ale też trochę pozwiedzałem tu i ówdzie. Jakoś Azja. Jakoś tam mnie ciągnie do tej Azji. Mówię, że moje serce jest azjatyckie.

Misja i wizja Helen Doron

Michał:

Grzesiu powiedz mi jak ty widzisz przyszłość naszą? Jak ty to widzisz, co będzie? Co my mamy do zrobienia jako Helen Doron.

Grzegorz:

Możemy kontynuować uczenie angielskiego. Trochę tak powiem mesjanistycznie, że powinniśmy rozszerzać dobrą nowinę, że ten angielski od małego dziecka. I że to ważne, bo dzieci uczą się w naturalny sposób, samoistnie. Nie muszą poświęcać dużo czasu, tylko są ciekawe świata, zadają mnóstwo pytań. Wykorzystując ten moment w ich życiu, pomagamy im się rozwijać. Ale wciąż mam wrażenie, że dużo ludzi nie wie o tym, nie słyszało, nie jest przekonanych i ta praca jest do wykonania jeszcze. To nie jest tak, że teraz, po ponad 20 latach w Polsce już możemy spocząć na laurach i wszyscy mówią po angielsku. 

Dla mnie takim ciekawym, ale i smutnym doświadczeniem, a może i pozytywnym, zależy, z której strony patrząc, była taka sytuacja. Dwa lata temu był u mnie kolega Niemiec, który gdzieś tam po Ameryce Południowej podróżował, przyjechał na chwilę. Większość swojego życia spędził w Ameryce Południowej, więc jest też hiszpańskojęzyczny, i też muzyk. Zepsuła mu się gitara. We Wrocławiu to było i przyjechał na dwa tygodnie i będzie gitarę naprawiał. Znalazł sobie firmę, która mu tą gitarę naprawi. I poszedł na miasto. Wieczorem pytam, jak tam poszło. O mówi: “no problem był”.  Pojechał na rynek, zaczął ludzi pytać gdzie tam dojść na jakąś ulicę i nikt nie mówi po angielsku. A ja na to: “No co ty?  Jak to nie mówią po angielsku?” To, w jakim w jakim wieku ludzi pytałeś? Młodych starych? Głównie młodych. Nikt nie mówi po angielsku i to we Wrocławiu. Trzy razy się pytałem i nie mogłem w to uwierzyć, że ten angielski u nas jest ponad 30 lat w sumie, jest mnóstwo szkół. Tyle się o tym trąbi. My w tym pracujemy. Tych ludzi się przewinęło przez te wszystkie szkoły językowe, a mimo wszystko Niemiec, który mówi po angielsku i po hiszpańsku, we Wrocławiu, na rynku, ma problem, żeby się z kimś po angielsku dogadać. Pyta się zaledwie o drogę, o jakąś ulicę. Więc może nie chcę tego powiedzieć, że jesteśmy na początku drogi. Ten angielski u nas nie jest powszechny. Jednak ta ilość osób, która mówi po angielsku, jakby z powszechnej nauki wynikało, nie jest duża. Więc przyszłość jest taka, że to przed nami jest wszystko cały czas.

Czy musimy uczyć się angielskiego?

Michał:

Tak, szanowni państwo, którzy słuchajcie nas teraz, proszę, pamiętajcie o tym, że my się musimy uczyć angielskiego jeszcze bardziej, jeszcze mocniej, jeszcze szerzej, jeszcze więcej. Bo rzeczywiście zgadzam się z Tobą Grzesiek, że my w Polsce nie mówimy jeszcze po angielsku. Szkół jest mnóstwo. Gdzie jest problem? Wszędzie uczymy. Wszędzie się ten angielski przewija. Dzieci w podstawówce uczą się angielskiego, już w przedszkolu uczą się angielskiego. To znaczy przynajmniej teoretycznie, tak te instytucje nazywają to co się dzieje. Czy faktycznie one się tam uczą tego angielskiego?

Grzegorz:

Uczą się, nie uczą. Ja miałem w przedszkolu angielski. Wiesz, ja nie mam 20 lat i pamiętam, że miałem angielski w przedszkolu. To było w latach 70-tych. Więc dawno. I miałem angielski wtedy. Nie pamiętam, co było wtedy na lekcjach. Ale coś tam było, a to zostaje w jakiś tam sposób. Jest kwestią, ile masz kontaktu z językiem. Myślę, że teraz jest więcej dzieci. Ty masz syna 10-letniego, więc możesz coś opowiedzieć o tym. Wydaje mi się, że dzisiaj dzieci mają więcej kontaktu z angielskim. Choćby telewizja, internet, komórki, piosenki, filmy. Dawniej tyle kontaktu z językiem nie było, a to zostaje w jakiś sposób. Jest kwestią, ile tego kontaktu jest.

Metoda nauki języka angielskiego w Helen Doron

Michał:

Dotykasz kluczowej sprawy. I to jest to co Helen Doron robi właśnie. Bo wydaje mi się, że to jest taka nasza podstawowa przewaga i różnica między nami, a innymi  nauczycielami angielskiego. To, że my zapewniamy kontakt z angielskim codziennie. Bo podstawą naszej metody jest słuchanie naszych materiałów codziennie, w tle, bez specjalnego wysiłku. Bez zwracania jakieś uwagi, to po prostu ma być zanurzenie w tym języku, ten język ma być obecny. Natomiast potem przychodzi dziecko do szkoły Helen Doron na lekcje i dostaje kontekst tego wszystkiego, co wysłuchało. I to wszystko się jemu jakoś zamyka w całość i osadza w jego błyskotliwym umyśle. 

No cóż, mam wątpliwości co do tego czy rzeczywiście lekcje angielskiego w przedszkolu, czy lekcja w podstawówce, w takiej zwykłej państwowej podstawówce, lekcje angielskiego, są jakoś tam skuteczne. Przede wszystkim dlatego, że wątpię w jakość kadry. I przy całym szacunku do naszych wszystkich nauczycieli, a jestem w tej branży już wiele lat. I  mam do czynienia z lektorami angielskiego. Przejrzałem tysiące CV, przesłuchałem tysiące kandydatów do pracy. Niestety z przykrością muszę powiedzieć, że rzadko osoba, która mówi, że jest nauczycielem angielskiego, jest w moim pojęciu rzeczywiście nauczycielem angielskiego.

Grzegorz:

Może masz wysokie wymagania? Ja bym tam kadry nie deprecjonował, może bardziej system. Bo w szkole jest tak; lecimy z materiałem i szybko, szybko, 45 minut, dużo dzieci w klasie, wiele przedmiotów, wiele innych rzeczy. W skrajnym przypadku jak ktoś ma jedną dwie czy trzy lekcje w tygodniu no to jest tylko tyle i koniec. I jeżeli jest 20 – 30 dzieci w klasie to nie ma więcej kontaktu z angielskimi. I nie nauczysz się języka w ten sposób na jakimś podstawowym poziomie komunikatywnym.

Michał:

Być może tak. Prawdopodobnie masz rację, rzeczywiście się zagalopowałem. Być może rzeczywiście ci nauczyciele mają wiele chęci, ale rzeczywiście nie mają systemu, nie mają metody. Chociaż zauważyłem, że często…

Grzegorz:

Ja bym powiedział, że warunków nie mają. Mało kto ma porządną salę. Ile takich sal jest w Polsce w szkołach?

Michał:

Nie wiem, czy salę. Mam takie obserwacje, że nauczyciele, którzy przychodzą do nas z podstawówek, którzy uczyli długo w szkole państwowej. W tym nieszczęsnym naszym systemie oświaty takim, jakim on jest. Gdzie statystyka gra rolę, gdzie wszystkie dzieci muszą być zrównane do tego samego poziomu. Gdzie wszystkie dzieci są oceniane po równo, ze wszystkich przedmiotów. Niezależnie od tego, że mają swoje inne talenty. Inny rodzaj inteligencji, w innych miejscach potencjał. I rozwijają się w różnym tempie. 

To wiadomo jest to, że to jest pruski system edukacji niezmieniony od dwustu lat. I wiem, że ci nauczyciele, którzy przychodzą do nas i próbują zacząć karierę w Helen Doron mają problem. Bo są sformatowani już przez ten system 45-minutowej lekcji, gdzie nauczyciel stoi przy tablicy i jest przekazicielem wszelkiej mądrości. Dzieci mają siedzieć w ławkach, grzecznie, nie ruszając się i wpatrując się w niego i odbierając tą mądrość do niego. Po prostu to nie może dobrze zadziałać. To po prostu nie działa, nie działało i nie będzie działać.

Więc my proponujemy alternatywę. Wiem, że nie wystarczy, żeby dziecko uczyło się angielskiego w szkole. Musi przyjść gdzie indziej. Musi przyjść do np. Helen Doron czy musi znaleźć jeszcze inne miejsce, gdzie będzie rozwijało ten język.

Jak rozwijać umiejętności lingwistyczne?

Grzegorz:

Ale tak jak mówiłem. Jeżeli poznasz ten język na jakimś poziomie, to masz otwarte inne opcje. Są filmy, są piosenki, są jakieś prywatne zajęcia, są znajomi z zagranicy.

Michał:

Choćby przez social media

Grzegorz:

Także możesz, będąc na wakacjach, poznać ludzi i potem utrzymywać z nimi kontakty. Więc te możliwości są. Co możemy zrobić z systemem? Możemy zaproponować  alternatywę. Tylko tyle.

Helen Doron i jego siedziby w Polsce

Michał:

Jest nas w Helen Doron pięcioro dyrektorów. Pięć regionów w Polsce to jest: Tychy, Kraków.

Grzegorz:

Czyli południowa i środkowa Polska.

Michał:

Warszawa z Łodzią.

Grzegorz:

Warszawa z Łodzią. Zachodnia, Północ i Wschód.

Michał:

Lublin, Wrocław i Gdańsk. Wszyscy mamy jeszcze wolne miejsca w Polsce. Mamy jeszcze miejsca, gdzie mogą powstać szkoły. Więc jesteśmy otwarci jak najbardziej. Jeśli są osoby, którym, którym jest bliskie to, co mówimy. Które chcą, żeby otworzyć dzieciakom możliwość uczenia się.

Grzegorz:

Inaczej

Michał:

Inaczej. To oczywiście zawsze  są mile widziane. Zapraszamy takie osoby do nas.

Grzegorz:

No to, co? Mamy rozpoczęty nasz podcast. Zobaczmy, dokąd to pójdzie. Jakiś kierunek z grubsza jest wytyczony, ale to zawsze tak droga pokaże.

Michał:

Przede wszystkim chcemy, żeby to były spontaniczne rozmowy. Nie według skryptu i scenariusza. Także rzeczywiście tak jak mówisz, nie wiemy, co się wydarzy, ale  będziemy rozmawiać z naszymi nauczycielami, z naszymi rodzicami z naszymi uczniami.

Grzegorz:

I niektórzy nasi uczniowie są już naszymi nauczycielami i to jest niesamowite, bo są takie osoby. I to jest bardzo ciekawe doświadczenie.

Michał:

Będziemy rozmawiać z dyrektorami naszych szkół. To są bardzo ciekawe osoby. Mało który z naszych dyrektorów szkół, franczyzobiorców, ogranicza się tylko do uczenia i prowadzenia swojego biznesu. Bardzo często są to osoby, które mają niezwykłe pasje i zainteresowania i robią mnóstwo innych ciekawych rzeczy.

Grzegorz:

Ty śpiewasz piosenki, więc na koniec zapraszamy na Happy Kids Happy Word.  Mam nadzieję, że wszystkim się spodoba. I do następnego razu. Do usłyszenia. Dziękuję Michale za rozmowę.

Michał:

Dziękuje Grzegorzu

Grzegorz:

 Angielski z przyszłością. Rozmowy Helen Doron English. Do usłyszenia.