Czy młodzi potrafią sobie wyobrazić świat bez internetu? A czy ich rodzice i dziadkowie naprawdę rozumieją świat, w którym dorastają dzisiejsze dzieci?
Przy jednym mikrofonie spotykają się dwa zupełnie różne pokolenia. Sławomir Matczak rozmawia z Michałem i Blanką o internecie, sztucznej inteligencji, bezpieczeństwie, relacjach i o tym, jak może wyglądać ich życie za dziesięć lat.
Z jednej strony człowiek, który pamięta czasy, gdy telefon był luksusem, a wiadomość przychodziła na pager. Z drugiej młodzi ludzie, którzy urodzili się już w świecie smartfonów, aplikacji i sieci.
Szybko jednak okazuje się, że nie chodzi o to, kto sprawniej obsługuje telefon. Dużo ciekawsze jest pytanie: kto dzisiaj powinien uczyć kogo?
Dla dzisiejszego nastolatka smartfon jest czymś zupełnie naturalnym. Kilka sekund wystarczy, żeby wysłać wiadomość, zrobić zdjęcie, sprawdzić drogę, zamówić jedzenie albo porozmawiać z kimś z drugiego końca świata.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyglądało to zupełnie inaczej. Sławomir Matczak wspomina pager, którego używał jako dziennikarz – urządzenie informowało go, że powinien skontaktować się z redakcją, ale potem i tak trzeba było znaleźć telefon. Czasem oznaczało to wejście do sklepu i pytanie, czy można zadzwonić.
Dla Michała i Blanki brzmi to niemal jak historia z innej epoki. Zauważają też drobne różnice w samym korzystaniu z technologii: starsi dłużej zastanawiają się, jak zainstalować aplikację albo dodać jej ikonę na ekran, młodzi robią to bez namysłu. Śmieją się nawet ze sposobu obsługi telefonu – starsze pokolenie częściej używa palca wskazującego, oni są „kciukowcami”.
To zabawna różnica. Ale kryje się za nią coś dużo poważniejszego.
Starsze pokolenie musi dziś funkcjonować w rzeczywistości, która zmienia się błyskawicznie. Fałszywe SMS-y, podejrzane linki, telefony od kogoś podszywającego się pod bliską osobę – to już nie jest nic wyjątkowego. A rozwój AI dodaje do tego kolejny problem: możliwość naśladowania czyjegoś głosu.
W rozmowie pojawia się historia z rodziny Sławomira Matczaka. Ktoś bliski był o krok od przekazania pieniędzy oszustom – usłyszał dramatyczną opowieść o wypadku i był przekonany, że rozmawia z bliską osobą. Uratował go drugi telefon: zadzwonił do rodziny i zweryfikował całą historię.
Ta opowieść prowadzi do ważnego pytania: czy to młode pokolenie powinno dziś stać się przewodnikiem swoich rodziców i dziadków po cyfrowym świecie?
Michał i Blanka nie mają wątpliwości – trzeba rozmawiać, ostrzegać, tłumaczyć. Zwłaszcza że pierwszą reakcją starszej osoby bywa: „mnie to nie spotka”. Problem w tym, że może spotkać każdego.
Przez większość życia role są oczywiste – to rodzice i dziadkowie uczą dzieci, jak funkcjonować w świecie. Internet częściowo odwraca tę zależność.
Młodzi wychowują się w środowisku cyfrowym, więc szybciej rozpoznają mechanizmy działania aplikacji, reklam, komunikatorów czy social mediów. Wiedzą, że nie każdy SMS jest prawdziwy, nie każdy link bezpieczny, a osoba po drugiej stronie ekranu nie zawsze jest tym, za kogo się podaje. Dlatego warto, żeby rozmawiali ze swoimi dziadkami o nowych zagrożeniach.
Nie chodzi o straszenie technologią, tylko o prostą zasadę: jeśli dzieje się coś nietypowego, zatrzymaj się i sprawdź. Jeśli ktoś dzwoni z dramatyczną historią i prosi o pieniądze, warto zakończyć rozmowę i samodzielnie skontaktować się z bliską osobą. Technologia się zmienia, ale jedna z najlepszych metod obrony pozostaje bardzo prosta: rozmowa.
Rozmowa przechodzi od bezpieczeństwa do przyszłości. Sztuczna inteligencja jest już obecna w wyszukiwarkach, telefonach, pracy i edukacji. Michał zauważa, że może zmieniać rynek pracy i zastępować część zadań wykonywanych dziś przez ludzi. Młodzi sami korzystają z chatbotów – szukają informacji, pytają o fakty, traktują je jak narzędzia.
Ale pojawia się pytanie ważniejsze niż to, co potrafi AI: czy za kilka lat wciąż będziemy ze sobą rozmawiać? Nie przez komunikator, nie z botem, nie za pośrednictwem telefonu – po prostu ze sobą.
Pada prosty przykład. Metro, ludzie siedzą obok siebie, ale niemal wszyscy patrzą w ekrany. Ktoś starszy stoi w przejściu i nikt nie ustępuje mu miejsca.
Czy dlatego, że młodzi są źle wychowani? Niekoniecznie. Być może po prostu go nie zauważają – ich uwaga jest gdzie indziej, kilkanaście centymetrów od twarzy, na ekranie telefonu.
I tu pojawia się jeden z największych paradoksów współczesnego internetu: nigdy wcześniej nie byliśmy tak dobrze połączeni i jednocześnie nigdy wcześniej nie mieliśmy tylu sposobów, żeby nie zauważać człowieka siedzącego tuż obok.
Jeszcze mocniejszy przykład pojawia się we wspomnieniu z lotniska. Małe dziecko zaczyna płakać, mama wyciąga telefon, włącza grę i podaje mu ekran. Dziecko się uspokaja.
Skuteczne? Tak. Ale zostaje pytanie, które trudno odpuścić: jeśli dziś na trudne emocje dziecka odpowiadamy ekranem, to czego uczymy je o relacjach? Co zrobi za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, kiedy to rodzic będzie potrzebował rozmowy, obecności, przytulenia – usiądzie obok, czy poda telefon?
Nie chodzi o demonizowanie technologii. Telefon nie jest przeciwnikiem. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy staje się automatycznym zamiennikiem kontaktu z drugim człowiekiem.
Co ciekawe, sami młodzi doskonale rozumieją wartość prawdziwych relacji. Michał i Blanka opowiadają o spotkaniach z przyjaciółmi – można pograć w piłkę, koszykówkę, wyjść coś zjeść albo po prostu razem spędzić czas. Telefony oczywiście są przy tym obecne, ale nie muszą być centrum spotkania.
Pada bardzo proste zdanie: „przede wszystkim trzeba chcieć”. I chyba właśnie ono najlepiej opisuje cyfrową wolność – nie chodzi o zakaz korzystania z internetu, tylko o umiejętność świadomego powiedzenia sobie: teraz odkładam telefon, bo osoba obok jest dla mnie ważniejsza.
To także ważna lekcja dla rodziców. Nie ma większych szans na stworzenie świata, w którym młodzi nie będą korzystać z internetu – sieć jest częścią ich życia, edukacji, komunikacji i przyszłej pracy. Samo zabranie telefonu nie rozwiązuje więc problemu. Potrzebna jest świadomość.
Młody człowiek powinien wiedzieć, dlaczego warto czasem wyłączyć ekran. Powinien rozumieć, że nie wszystko, co widzi w internecie, jest prawdziwe. I powinien umieć rozpoznać nie tylko zagrożenie, ale też moment, w którym technologia zaczyna zabierać mu czas, relacje i uwagę.
Prawdziwa wolność cyfrowa nie polega na tym, że możemy być online przez całą dobę. Polega również na tym, że potrafimy się wyłączyć.
W rozmowie pojawia się też ciemniejsza strona internetu. Dlaczego ludzie hejtują? Młodzi szukają odpowiedzi: zazdrość, złośliwość, emocje. Czasem komuś coś się po prostu nie podoba, ale zamiast powiedzieć o tym wprost, wybiera agresję i ośmieszanie.
Internet nie tworzy tych emocji – daje im tylko przestrzeń, w której można je wyrazić szybko i bez bezpośredniej konfrontacji z drugą osobą. Dlatego edukacja cyfrowa nie powinna kończyć się na pytaniu „jak obsługiwać technologię?”. Równie ważne jest: jak pozostać człowiekiem, kiedy z niej korzystamy?
Na koniec pada pytanie o przyszłość. Michał i Blanka będą wtedy mieć około 23–24 lata – może po studiach, na początku pracy, u progu dorosłego życia. Jak będzie wyglądał ich świat? Więcej AI, więcej elektroniki, jeszcze więcej technologii.
Piękny czy przerażający? Pada odpowiedź: „bardziej chyba przerażający”. Ale zaraz potem pojawia się zdanie znacznie ważniejsze: „to zależy właśnie, jak poprowadzimy ten świat”.
I w tym momencie rozmowa przestaje być opowieścią o młodych ludziach i internecie. Staje się rozmową o odpowiedzialności.
AI nie musi oznaczać samotności. Internet nie musi oznaczać hejtu. Smartfon nie musi niszczyć relacji. Technologia sama nie zdecyduje, jaki będzie świat za dziesięć lat – zdecydują o tym ludzie, którzy będą jej używać.
Dlatego młodzi potrzebują nie tylko kolejnych aplikacji i coraz bardziej zaawansowanych narzędzi, ale świadomości, że sami mogą decydować, kiedy technologia im służy, a kiedy zaczyna nimi kierować.
Potrzebują też starszego pokolenia – tak samo jak starsi potrzebują ich. Jedni mogą nauczyć drugich poruszania się po cyfrowym świecie, drudzy mogą przypominać, że istniał świat, w którym nie trzeba było być dostępnym przez całą dobę, żeby mieć przyjaciół, relacje i poczucie bliskości.
Być może właśnie na tym powinno polegać prawdziwe spotkanie pokoleń. Nie na walce między pagerem a smartfonem, tylko na uczeniu się od siebie nawzajem.
I na stworzeniu świata, w którym – jak pada na zakończenie rozmowy – słowo „hejt” traci ostatnią literę „t”.
Zostaje tylko: Hej.
Najprostszy sposób, żeby oderwać wzrok od ekranu i zacząć rozmowę z drugim człowiekiem.
Sławomir Matczak. Aktor, dyrektor Akademii Telewizyjnej i inicjator ogólnopolskich działań antyhejtowych w szkołach.
Michał i Blanka. Uczniowie szkoły językowej Helen Doron English.
Czy młodzi potrafią sobie wyobrazić świat bez internetu? A czy ich rodzice i dziadkowie naprawdę rozumieją świat, w którym dorastają dzisiejsze dzieci?
Przy jednym mikrofonie spotykają się dwa zupełnie różne pokolenia. Sławomir Matczak rozmawia z Michałem i Blanką o internecie, sztucznej inteligencji, bezpieczeństwie, relacjach i o tym, jak może wyglądać ich życie za dziesięć lat.
Z jednej strony człowiek, który pamięta czasy, gdy telefon był luksusem, a wiadomość przychodziła na pager. Z drugiej młodzi ludzie, którzy urodzili się już w świecie smartfonów, aplikacji i sieci.
Szybko jednak okazuje się, że nie chodzi o to, kto sprawniej obsługuje telefon. Dużo ciekawsze jest pytanie: kto dzisiaj powinien uczyć kogo?
Dla dzisiejszego nastolatka smartfon jest czymś zupełnie naturalnym. Kilka sekund wystarczy, żeby wysłać wiadomość, zrobić zdjęcie, sprawdzić drogę, zamówić jedzenie albo porozmawiać z kimś z drugiego końca świata.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyglądało to zupełnie inaczej. Sławomir Matczak wspomina pager, którego używał jako dziennikarz – urządzenie informowało go, że powinien skontaktować się z redakcją, ale potem i tak trzeba było znaleźć telefon. Czasem oznaczało to wejście do sklepu i pytanie, czy można zadzwonić.
Dla Michała i Blanki brzmi to niemal jak historia z innej epoki. Zauważają też drobne różnice w samym korzystaniu z technologii: starsi dłużej zastanawiają się, jak zainstalować aplikację albo dodać jej ikonę na ekran, młodzi robią to bez namysłu. Śmieją się nawet ze sposobu obsługi telefonu – starsze pokolenie częściej używa palca wskazującego, oni są „kciukowcami”.
To zabawna różnica. Ale kryje się za nią coś dużo poważniejszego.
Starsze pokolenie musi dziś funkcjonować w rzeczywistości, która zmienia się błyskawicznie. Fałszywe SMS-y, podejrzane linki, telefony od kogoś podszywającego się pod bliską osobę – to już nie jest nic wyjątkowego. A rozwój AI dodaje do tego kolejny problem: możliwość naśladowania czyjegoś głosu.
W rozmowie pojawia się historia z rodziny Sławomira Matczaka. Ktoś bliski był o krok od przekazania pieniędzy oszustom – usłyszał dramatyczną opowieść o wypadku i był przekonany, że rozmawia z bliską osobą. Uratował go drugi telefon: zadzwonił do rodziny i zweryfikował całą historię.
Ta opowieść prowadzi do ważnego pytania: czy to młode pokolenie powinno dziś stać się przewodnikiem swoich rodziców i dziadków po cyfrowym świecie?
Michał i Blanka nie mają wątpliwości – trzeba rozmawiać, ostrzegać, tłumaczyć. Zwłaszcza że pierwszą reakcją starszej osoby bywa: „mnie to nie spotka”. Problem w tym, że może spotkać każdego.
Przez większość życia role są oczywiste – to rodzice i dziadkowie uczą dzieci, jak funkcjonować w świecie. Internet częściowo odwraca tę zależność.
Młodzi wychowują się w środowisku cyfrowym, więc szybciej rozpoznają mechanizmy działania aplikacji, reklam, komunikatorów czy social mediów. Wiedzą, że nie każdy SMS jest prawdziwy, nie każdy link bezpieczny, a osoba po drugiej stronie ekranu nie zawsze jest tym, za kogo się podaje. Dlatego warto, żeby rozmawiali ze swoimi dziadkami o nowych zagrożeniach.
Nie chodzi o straszenie technologią, tylko o prostą zasadę: jeśli dzieje się coś nietypowego, zatrzymaj się i sprawdź. Jeśli ktoś dzwoni z dramatyczną historią i prosi o pieniądze, warto zakończyć rozmowę i samodzielnie skontaktować się z bliską osobą. Technologia się zmienia, ale jedna z najlepszych metod obrony pozostaje bardzo prosta: rozmowa.
Rozmowa przechodzi od bezpieczeństwa do przyszłości. Sztuczna inteligencja jest już obecna w wyszukiwarkach, telefonach, pracy i edukacji. Michał zauważa, że może zmieniać rynek pracy i zastępować część zadań wykonywanych dziś przez ludzi. Młodzi sami korzystają z chatbotów – szukają informacji, pytają o fakty, traktują je jak narzędzia.
Ale pojawia się pytanie ważniejsze niż to, co potrafi AI: czy za kilka lat wciąż będziemy ze sobą rozmawiać? Nie przez komunikator, nie z botem, nie za pośrednictwem telefonu – po prostu ze sobą.
Pada prosty przykład. Metro, ludzie siedzą obok siebie, ale niemal wszyscy patrzą w ekrany. Ktoś starszy stoi w przejściu i nikt nie ustępuje mu miejsca.
Czy dlatego, że młodzi są źle wychowani? Niekoniecznie. Być może po prostu go nie zauważają – ich uwaga jest gdzie indziej, kilkanaście centymetrów od twarzy, na ekranie telefonu.
I tu pojawia się jeden z największych paradoksów współczesnego internetu: nigdy wcześniej nie byliśmy tak dobrze połączeni i jednocześnie nigdy wcześniej nie mieliśmy tylu sposobów, żeby nie zauważać człowieka siedzącego tuż obok.
Jeszcze mocniejszy przykład pojawia się we wspomnieniu z lotniska. Małe dziecko zaczyna płakać, mama wyciąga telefon, włącza grę i podaje mu ekran. Dziecko się uspokaja.
Skuteczne? Tak. Ale zostaje pytanie, które trudno odpuścić: jeśli dziś na trudne emocje dziecka odpowiadamy ekranem, to czego uczymy je o relacjach? Co zrobi za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, kiedy to rodzic będzie potrzebował rozmowy, obecności, przytulenia – usiądzie obok, czy poda telefon?
Nie chodzi o demonizowanie technologii. Telefon nie jest przeciwnikiem. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy staje się automatycznym zamiennikiem kontaktu z drugim człowiekiem.
Co ciekawe, sami młodzi doskonale rozumieją wartość prawdziwych relacji. Michał i Blanka opowiadają o spotkaniach z przyjaciółmi – można pograć w piłkę, koszykówkę, wyjść coś zjeść albo po prostu razem spędzić czas. Telefony oczywiście są przy tym obecne, ale nie muszą być centrum spotkania.
Pada bardzo proste zdanie: „przede wszystkim trzeba chcieć”. I chyba właśnie ono najlepiej opisuje cyfrową wolność – nie chodzi o zakaz korzystania z internetu, tylko o umiejętność świadomego powiedzenia sobie: teraz odkładam telefon, bo osoba obok jest dla mnie ważniejsza.
To także ważna lekcja dla rodziców. Nie ma większych szans na stworzenie świata, w którym młodzi nie będą korzystać z internetu – sieć jest częścią ich życia, edukacji, komunikacji i przyszłej pracy. Samo zabranie telefonu nie rozwiązuje więc problemu. Potrzebna jest świadomość.
Młody człowiek powinien wiedzieć, dlaczego warto czasem wyłączyć ekran. Powinien rozumieć, że nie wszystko, co widzi w internecie, jest prawdziwe. I powinien umieć rozpoznać nie tylko zagrożenie, ale też moment, w którym technologia zaczyna zabierać mu czas, relacje i uwagę.
Prawdziwa wolność cyfrowa nie polega na tym, że możemy być online przez całą dobę. Polega również na tym, że potrafimy się wyłączyć.
W rozmowie pojawia się też ciemniejsza strona internetu. Dlaczego ludzie hejtują? Młodzi szukają odpowiedzi: zazdrość, złośliwość, emocje. Czasem komuś coś się po prostu nie podoba, ale zamiast powiedzieć o tym wprost, wybiera agresję i ośmieszanie.
Internet nie tworzy tych emocji – daje im tylko przestrzeń, w której można je wyrazić szybko i bez bezpośredniej konfrontacji z drugą osobą. Dlatego edukacja cyfrowa nie powinna kończyć się na pytaniu „jak obsługiwać technologię?”. Równie ważne jest: jak pozostać człowiekiem, kiedy z niej korzystamy?
Na koniec pada pytanie o przyszłość. Michał i Blanka będą wtedy mieć około 23–24 lata – może po studiach, na początku pracy, u progu dorosłego życia. Jak będzie wyglądał ich świat? Więcej AI, więcej elektroniki, jeszcze więcej technologii.
Piękny czy przerażający? Pada odpowiedź: „bardziej chyba przerażający”. Ale zaraz potem pojawia się zdanie znacznie ważniejsze: „to zależy właśnie, jak poprowadzimy ten świat”.
I w tym momencie rozmowa przestaje być opowieścią o młodych ludziach i internecie. Staje się rozmową o odpowiedzialności.
AI nie musi oznaczać samotności. Internet nie musi oznaczać hejtu. Smartfon nie musi niszczyć relacji. Technologia sama nie zdecyduje, jaki będzie świat za dziesięć lat – zdecydują o tym ludzie, którzy będą jej używać.
Dlatego młodzi potrzebują nie tylko kolejnych aplikacji i coraz bardziej zaawansowanych narzędzi, ale świadomości, że sami mogą decydować, kiedy technologia im służy, a kiedy zaczyna nimi kierować.
Potrzebują też starszego pokolenia – tak samo jak starsi potrzebują ich. Jedni mogą nauczyć drugich poruszania się po cyfrowym świecie, drudzy mogą przypominać, że istniał świat, w którym nie trzeba było być dostępnym przez całą dobę, żeby mieć przyjaciół, relacje i poczucie bliskości.
Być może właśnie na tym powinno polegać prawdziwe spotkanie pokoleń. Nie na walce między pagerem a smartfonem, tylko na uczeniu się od siebie nawzajem.
I na stworzeniu świata, w którym – jak pada na zakończenie rozmowy – słowo „hejt” traci ostatnią literę „t”.
Zostaje tylko: Hej.
Najprostszy sposób, żeby oderwać wzrok od ekranu i zacząć rozmowę z drugim człowiekiem.
Sławomir Matczak. Aktor, dyrektor Akademii Telewizyjnej i inicjator ogólnopolskich działań antyhejtowych w szkołach.
Michał i Blanka. Uczniowie szkoły językowej Helen Doron English.