Co zrobić, żeby nasze dzieci nas słuchały

Odpowiedź jest prosta. Trzeba zacząć od dobrej zabawy. Jak to z nauką dzieci zwykle bywa. Trafiłam ostatnio w sieci na ciekawy tekst, dzięki któremu odkryłam, ile jedna zabawa jest w stanie nauczyć.

Od lat bawię się z dziećmi na zajęciach w różne zabawy. Gry wykorzystywałam głównie z myślą, że dzięki nim uczę je angielskiego. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że część z nich, można sprytnie wykorzystać do nauki słuchania poleceń. I oczywiście ich wykonywania. Autorka strony www.playingwithwords365.com modyfikuje trochę bardzo znane zabawy i dzięki temu sprawia, że dzieci nie tylko dobrze się bawią, ale także uczą słuchać poleceń dorosłych. Albo poleceń innych dzieci, zależy kogo zaangażujemy do zabawy i o jaki efekt nam chodzi.

Pierwsza zabawa to „Simon says”

Zasady są proste. Jedna osoba jest Simonem. Simon mówi, co ma zrobić reszta grupy. Trzeba jednak uważać, bo polecenia wykonuje się tylko wtedy, kiedy słyszymy frazę „Simon says”. Jeśli ktoś się pomyli i wykona zadanie, mimo że nie padło „Simon says”, odpada z gry.

Aby uatrakcyjnić grę można zamiast tytułowego Simona użyć “Spiderman mówi”, albo “Kopciuszek mówi”. Aktualny idol dziecka będzie z pewnością bardziej przekonujący niż jakiś tam Simon, o którym nic nie wiadomo. Osoby można zmieniać dowolnie, na przykład dopasowując je do obecnej pory roku. „Święty Mikołaj mówi”, „Zajączek mówi”, „Bałwanek mówi”, itp.

Jeśli dziecko jest małe, zadania muszą być krótkie, np. “skacz”, “biegnij”, “obróć się”. Kiedy ten etap będzie zaliczony, przechodzimy do kolejnego. Do czasowników dodajemy przysłówki „biegnij szybko”, skacz powoli”, itp.

Światło zielone, światło czerwone

Zabawa pomocna przy okazji nauki przechodzenia przez jezdnię. Ale można ją też kreatywnie wykorzystać i użyć więcej kolorów. Na przykład na fioletowy skaczemy, jak króliczki, żółty oznacza chodzenie na czworaka, pomarańczowy obroty, a niebieski klaskanie.

Kolejna lekcja nauki znaków i ukrytych za nimi przekazów.

I spy, czyli widzę coś na literę…

Gra, która świetnie sprawdza się w czasie podróży. Jedna osoba wybiera przedmiot z najbliższego otoczenia i zaczyna go opisywać lub mówi tylko na jaką literę się zaczyna. Jeśli bawimy się z młodszymi dziećmi, opisy powinny być dłuższe: „Widzę coś, co ma cztery koła i robi brum, brum.”

Przed dwulatkiem można położyć trzy rzeczy i opisać jedną z nich. A jeśli dziecko uczy się pisać, to zapisujemy najważniejsze cechy na kartce i potem wspólnie je odczytujemy.

Tor z przeszkodami

Aby dostać się na drugi koniec pokoju trzeba wykonać kilka poleceń. Polecenia są wydawane ustnie. Używamy tego, co mamy pod ręką. I wygląda to tak: przejdź pod stołem, okrąż krzesło, zbuduj jak najwyższą wieże z klocków, podskocz 3 razy na jednej nodze.

I na koniec gra, która z angielska nazywa się “follow the leader”, co na polski można by przetłumaczyć jako “słuchaj lidera” lub “podążaj za liderem”.

Jedna osoba, czyli właśnie lider, wydaje dzieciom polecenia, ale nie mówi, tylko pokazuje, co mają zrobić. Dzieci powinny się zmieniać, tak żeby każde miało szansę zostać liderem. Pracujemy tutaj nad uważnością (modny ostatnio termin), spostrzegawczością i umiejętnością odwzorowywania określonych ruchów. Rozwijamy zmysł obserwacji. I dobrze się bawimy.

O tym ostatnim nie można zapomnieć. W komentarzach zachęcam do podzielenia się własnymi sprawdzonymi metodami na naukę słuchania i wykonywania poleceń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.