Kiedy moje dziecko będzie mówić zdaniami?

Pytanie, które lektorzy języka angielskiego często słyszą od rodziców. Pytanie jak najbardziej uprawnione i zadane z troski o postępy dziecka. Wiele odpowiedzi ciśnie się na usta, argumenty piętrzą się w głowie, więc na początek proponuję po prostu wziąć głęboki oddech. A potem sprawę na spokojnie wyłożyć.

Kwestia pierwsza, to dlaczego jednym słowem? Nikt chyba się specjalnie nie zdziwi, kiedy powiem, że dzieci zwykle odpowiadają jednym słowem. I to w języku ojczystym. Aby „zechciały” coś więcej powiedzieć, temat musi je zainteresować lub same muszą mieć potrzebę, by o nim opowiedzieć. Rodzic niestety najczęściej dziecko odpytuje… z tego, czego się uczyło, co nie jest zwykłą sytuacją konwersacyjną, a przypomina naukę szkolną. Dziecko z rodzicem nie chce mieć tej samej relacji, co z nauczycielem. Dom to jednak nie jest szkoła.

Oczywiście rodzic chciałby również porozmawiać na inne tematy z własnym dzieckiem. I to po angielsku, jeśli uczy się ono tego języka już od jakiegoś czasu.

Przyjrzymy się tematom, temu, o czym zwykle rozmawia się w domu. Weźmy na przykład kwestię prac domowych. Jeśli dziecko ma zadanie z matematyki, o którym chce powiedzieć lub zapytać, z trudnością przyjdzie mu to po angielsku, bo nie uczy się matematyki w tym języku. Podobnie rzecz się ma z biologią, chemią, historią, itp.

Kolejny temat – co dziś robiłeś/robiłaś? Tu już wchodzą czasy przeszłe, które nawet dla dorosłego uczącego się angielskiego od lat, są dość trudne. Trzeba pamiętać o zasadach ich tworzenia, odpowiedniej formie czasownika i o właściwym szyku zdania.

O, właśnie! I tu jest pies pogrzebany – szyk, czyli inaczej składnia zdania angielskiego. Bodaj najtrudniejsze do opanowania i najbardziej abstrakcyjne zjawisko. Angielski należy to tzw. języków pozycyjnych, w których o sensie zdania decyduje jego składnia, czyli to, jak są ułożone w wypowiedzi poszczególne słowa. Polski z kolei leży na przeciwnym biegunie – po stronie języków fleksyjnych. W językach pozycyjnych układ wyrazów w zdaniu jest stały, we fleksyjnych swobodny.

Zobaczmy to na przykładzie. Weźmy najpierw proste zdanie, którego na naszych kursach uczymy już 4-latki: „I’m scared of spiders.” Po polsku to zdanie możemy powiedzieć na dwa sposoby: „Boję się pająków.” oraz „Pająków się boję.” Oba poprawne. Po angielsku nic nie można zmienić, żadnych słów przestawić, bo wypowiedź będzie błędna.

Zatem uczeń nie dość, że musi pamiętać, jak jest po angielsku „bać się” i „pająk”, to jeszcze musi pamiętać, co będzie najpierw, a co potem. Dlatego nauczenie się mówienia pełnymi zdaniami, zajmuje tyle czasu.

Dla pocieszenia można dodać, że obcokrajowca, który z kolei uczy się polskiego, też łatwo nie ma. Język polski, to jak wspomniałam wyżej, język fleksyjny. Trzeba pamiętać o końcówkach, na dodatek na przykład w przypadku rzeczownika w dwóch liczbach – pojedynczej i mnogiej. Oprócz rzeczownika odmieniają się też czasowniki, przymiotniki, liczebniki i zaimki…

Stąd właśnie wynikające trudności. Dużo materiału trzeba przyswoić i jeszcze panować nad zasadami gramatycznymi. Dziecku z kolei bardziej zależy na tym, żeby się skomunikować niż żeby mówić poprawnie, bo jeszcze nie ma wyczucia zasad i norma gramatycznych, bo po prostu jest na to za małe. A jego mózg nie potrafi przeprowadzać abstrakcyjnych operacji myślowych. Dajmy więc dziecku czas…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.