Nasza córka Hania twierdzi, że myśli po angielsku, nie wiem jak to jest możliwe, bo ja akurat, nie jestem, nie mam takiej wyobraźni, nie mam znajomości takiej języka i w ogóle nie mam zdolności takich językowych, natomiast Hania twierdzi, że ona myśli po angielsku, na pewno czyta już wszystko po angielsku, stara sobie kupować książki, jest zafascynowana komiksami.
słuchaj na:

SpreakerSpotifyGoogle PodcastApple PodcastYouTube

Grzegorz Grabiec: Dzisiaj jestem w Lublinie, moją gościnią jest Katarzyna Zamojska, mama Hani i Antka. Dzień dobry.

Katarzyna Zamojska: Dzień dobry.

Powiedz, dlaczego wybrałaś Helen Doron? 

Kolorowo, wesoło, zainteresowanie angielskim wzbudzone już od najmłodszych lat u dziecka, no powiem też, wprost, że mam łatwy dojazd. To też dużo dawało na początku wyboru szkoły, to było wszystko w jednym miejscu, po drodze. A nie oszukujmy, szukamy też takiego miejsca, żeby było łatwo zaparkować i to wszystko było płynnie, praca, dom i tak dalej. 

Czyli jednak logistyka życia codziennego. 

Logistyka życiowa miała bardzo duży wpływ, aczkolwiek oczywiście czytałam najpierw, co to jest Helen Doron, na czym polega ta metoda i czy ewentualnie, mojemu dziecko, w ogóle może się podobać, czy nie lepsze byłyby jakieś indywidualne zajęcia.

Ale akurat w tym wieku, kiedy zaczynała Hania, czyli lat pięć, lepsze były zajęcia grupowe i grupa, która, ta grupa, która motywowała do pewnych zachowań, więc wybór padł na Helen Doron. A logistyka była cudowna.

I co pamiętasz z tych pierwszych zajęć? Bo to ile lat temu było? Dziesięć, prawie dziesięć? 

Dziewięć, dziesięć, no takie siedzenie, że tak powiem, na tych zajęciach, przy tych dzieciach, pamiętam dwie mamy, bo z jedną mam cały czas kontakt i się utrzymuje ten kontakt i dzieci się przyjaźnią. Drugą nie, ale pamiętam te dzieci, które tam były, jedno było bardzo rozwydrzone, że nie można było spuścić wzroku, że jak tylko się rodzic odwracał, to już momentalnie ten angielski schodził na dalszy plan.

Inne były bardziej skupione, dzieci były różne, prawda?

To nie była duża grupa i dało się nad tym wszystkim zapanować. Później jakoś to płynnie przeszło, że człowiek już nie pamiętał, że trzeba siedzieć, to parę minut na tych lekcjach, później już same zostawały.

Później, to już była, po prostu, taka miłość przychodzenia do tego miejsca. No i jeszcze oprócz tego, takie różne zajęcia dodatkowe.

Bo Helen Doron powodowało to, że mieliśmy takie możliwości nocowania poza domem, to też się zdarzało. 

To bardzo duża atrakcja dla dzieci jest? 

To bardzo duża atrakcja, to jest, to się naprawdę rzadko zdarza, bo takie dziecko, które jest, powiedzmy początek szkoły podstawowej, nagle zostaje na noc, na materacach z innymi dziećmi. Ogląda do późna w nocy filmy, to wszytko bardzo nas wiązało i to nam się bardzo podobało.

I rodzice mają wolne.

I rodzice mają wolne, to też. Bardzo fajne, są zakończenia roku szkolnego. Taki mieliśmy i w Kazimierzu, gdzie my mieliśmy wolne, a oni latali po tym Kazimierzu i zdobywali punkty i tak dalej, zwiedzając przy okazji Kazimierz, Na Starym Mieście w Lublinie, w Skansenie w Lublinie, no pamiętam te zakończenia i one są świetne.

I nie dość, że to są atrakcja dla dzieci, to taka od razu integracja rodzinna. Bo zabieraliśmy Hanię, kogoś znajomego i kogoś jeszcze na spacery, i nie no, bardzo fajne.

Hania odkryła na przykład, w którymś momencie, że bardzo fajnie jest strzelać z łuku. Bo w Helen Doron była jakaś jedna z atrakcji, strzelanie z łuku, także, angielski, to nie tylko angielski w Helen Doron, tylko jeszcze takie, te, życie w koło.

Właśnie, teraz tak, bo Hania ma czternaście lat, chodzi już, uczy się już ponad dziewięć, tak plus, minus. Jak dalece zna ten język, czy używa go do czegoś poza? 

To teraz powiem za Hanię.

Za Hanię, tak. 

Bo Hania twierdzi, że myśli po angielsku. Nie wiem, jak to jest możliwe. Bo ja akurat, nie jestem, nie mam takiej wyobraźni, nie mam znajomości takiej języka i w ogóle nie mam zdolności takich językowych.

Natomiast Hania twierdzi, że ona myśli po angielsku. Na pewno czyta już wszystko po angielsku, stara sobie kupować książki, jest zafascynowana komiksami. A to też się wiąże, że te komiksy, ta taka klasyka marvelowska czy tam amerykańska. To lubi ją po angielsku, w oryginale.

Jak to się, nasz przyjaciel mówi: Shakespeare’a się czyta w oryginale, haha, tak ona odbiera. Netflix’a też się ogląda, wyłączając, że tak powiem, lektora. Bo twierdzi, że to rani uszy aż, jak lektor, tylko słucha to, jak mówią aktorzy, więc chyba, to bardzo duży…

Czternastolatka, która uważa, że brzmi ten angielski lepiej niż jakiekolwiek tłumaczenia. Więc rozumiem, że nawet, jak jakieś słowo jest niezrozumiałe, to z kontekstu jest w stanie wyłapać wszystko.

Ona na pewno chce iść dalej, na zasadzie rozszerzonego angielskiego w liceum, bo teraz jest na etapie wyboru szkoły, prawda?

Czy jak ogląda te filmy po angielsku, albo czyta książki, to wyłapuje jakieś rzeczy kulturowe z kontekstu? Bo to czasami jest, kiedy tłumaczy się pewne rzeczy, to nie da się tego przetłumaczyć dosłownie, więc bez znajomości jakiejś kultury czy kontekstu danego kraju…

I to słownictwo, prawda? Że jedno słowo może różne mieć znaczenia. No twierdzi, że tak, że, tak śmiesznie czasami, bo oglądałam jakiś film o bohaterze, z nią, nie jest to moja bajka, może, filmowa, i spytała się mnie czy przeszkadzać mi będzie jak wyłączy tego lektora.

Bo jej przeszkadza, ja mówię, no dobrze, no, dla mnie oni tylko skaczą, biegają, więc w sumie nie muszę rozumieć, co mówią, także nie zmieniaj. Nie zmieniaj już tego, ale teraz na przykład odkryła, że szuka na stronach różnych, czyli też angielskich, wszystkiego na temat osób niewidomych.

I te artykuły czyta po angielsku, więc to są na pewno takie artykuły, które wymagają, no, szukania pewnego słownictwa specjalistycznego. Takie ma zainteresowania i na pewno będzie chciała dalej się go uczyć i ciągnąć dalej. 

Wiąże swoje przyszłe plany z angielskim, jako celem samym w sobie, czy on jest tylko środkiem do jakiegoś celu?

Tu akurat nie jest bardzo ukierunkowana, w tej chwili…

Bo jeżeli uczy się tego języka niewidomych, czyli języka Braille’a,..

Chciałaby właśnie.

No to, jakby, nie studiuje angielskiego, samej filologii czy angielskiego, tylko używa angielskiego, żeby…

Żeby coś dalej.

Żeby coś dalej, coś innego? 

Żeby coś dalej, zgłębić inne tematy, tak, ma takie wahania. Czasami mówi, że fajnie by było pójść i w ogóle studiować sam język angielski. Z drugiej strony, ma bardzo dużo zainteresowań związanych, artystycznych, chodzi o malarstwo i plastykę i angielski.

To tak bardziej, poszerzający jej dostęp do jakiejkolwiek wiedzy na świecie, już nie ogranicza się, że angielski to jest, że chciałabym uczyć angielskiego, czy studiować angielski. Już tak widzę, był taki moment, może parę miesięcy, że sobie tak w głowie układała.

A teraz już może nie, na pewno klasa ta licealna, to musi być z rozszerzonym angielskim, to, to, na pewno, i to już sobie tak, taki ma cel i tak szukamy.

To chyba jest za wcześnie, jeżeli ona ma czternaście lat, to chyba jest za wcześnie, żeby mówić, że ma jakieś ugruntowane i sprecyzowane swoje plany zawodowe na dorosłość, to, to nie jest ten wiek, to tak szkoła niby wymusza to, że to jest ten pierwszy moment, że trzeba te decyzje podejmować…

Wymusza.

Ale, to w większości przypadków się nie udaje.

Wymusza, ja to się śmieję, że teraz co drugie dziecko, to będzie lekarzem. Bo tak jak się pytam wszystkich kolegów i tak dalej, nawet ci, którzy jeszcze dwa lata temu odpowiadali mi, że będę informatykiem.

Nie, już nie, będę lekarzem. Nawet jak mówimy cokolwiek na ten temat, nie, będę lekarzem i ta ósma klasa, czternastolatki, niektórzy są tak ugruntowanie, że wiedzą, może im się to zmieni, ale są ugruntowani.

Hania nie jest ugruntowana w tych swoich przekonaniach. Na pewno wie, że lubi angielski. To jest na pewno. Ale to, co chce robić w życiu, to, to jest absolutnie jeszcze daleka droga do takiej decyzji podjętej, że chce być kimkolwiek w życiu, konkretnym zawodzie wykonywać. 

Czy jest jeszcze coś, do czego Hania używa angielskiego, oprócz filmów, komiksów czy nie wiem, wyszuka jakichś informacji dotyczących innych przedmiotów, rozmawialiśmy, że tego Braille’a.

To takie poszerzanie jej zainteresowań. Te zainteresowania się tak szybko zmieniają w tym momencie, nawet, no, ja nie jestem w stanie zrozumieć, co ją ukierunkowało. Nagle chciałoby wiedzieć, jak to jest, będąc niewidomym, co czuje, jak odczuwa i co taka osoba, jak żyje w ogóle, prawda? Więc nie wiem skąd się to wzięło i dlaczego akurat.

No, takie chyba nietypowe zainteresowania.

Takie, no, ona mówi, że tak trzeci miesiąc, więc podejrzewam, że minie miesiąc i będzie coś innego na topie, bo to tak jest.

Jest to prawdopodobne. 

Tak, także, to są… Natomiast komiksy są już od dłuższego czasu, więc nic się nie zmienia w komiksach i rysowaniu, rysowanie odstresowuje podobno.

No, to tak mówią. A dziesięć lat nauki angielskiego, co motywuje, żeby tak długo uczyć się języka angielskiego, jako dodatkowe zajęcia? 

Ale ona to lubi.

Czyli przyjemność? 

Tak, nigdy nie słyszałam, żeby pójście teraz, w tej chwili, na te ponad dwie godziny, żeby to było coś nieprzyjemnego. Nawet jak jest bardzo zmęczona, no, bo to jest ósma klasa, ma prawo być zmęczona czasami, to idzie z przyjemnością.

Był taki moment, kiedy Helen Doron odbywały się stacjonarne zajęcia, a były cały czas online, czyli to był taki jedyny moment, kiedy mogli wyjść, prawda, z domu. No to dla mnie, to było super i dla Hani też, i lubiła tę grupę, w której była.

Teraz może się trochę te osoby zmieniły, ale dalej lubi, no, po prostu ona to lubi. 

A wyzwania związane z pandemią, czyli lekcje online, siedzenie w domu, brak kontaktu z rówieśnikami, jak to wszystko wpłynęło na naukę angielskiego i w ogóle na jej rozwój? 

No, to dla mnie, jedynie Helen Doron w pewnym momencie uczył angielskiego. I był dostęp do angielskiego.

Bo tak szkoła nas trochę zawiodła, szczególnie w języku angielskim. Tak zauważyłam i ona też z resztą, a Helen Doron, to były te momenty, kiedy i poradziła sobie Helen Doron z tymi połączeniami, nie było żadnych problemów.

Wiadomo, że to trochę inaczej, ale wydaje mi się, że to też dużo chęci trzeba mieć. Ale w momencie, kiedy była możliwość od razu przejścia na te takie stacjonarne, to od razu to było zrobione. I to też było dla nas dobre, pozytywne.

Trzeba wychodzić z domu, trzeba mieć kontakt z ludźmi, inaczej, no, zamknięci, to, co my jesteśmy, dziczejemy. Jak ktoś nie jeździ parę lat na rowerze, albo nie samochodem, to też później ma lęk, prawda? Bo wyjeżdża na tę drogę i ma lęk. I oni teraz mają lęki, i z tymi lękami później się trzeba zmierzyć, jeden ma lęki większe, drugi mniejsze, ale mają lęki.

No tak, dużo psychologów teraz mówi o problemach psychologicznych nastolatków, związanych właśnie z odcięciem od rówieśników, spowodowane pandemią, takie mamy czasy, chyba musimy sobie z tym jakoś poradzić w taki czy inny sposób, mam nadzieję, że skutecznie. 

W domu uważam, że nie jest trudna nauka, ponieważ dostajemy wszystkie potrzebne materiały i jest łatwo się uczyć. Tak uważam. Im więcej człowiek się uczy, tym lepsze są wyniki i stopnie. Zawsze jest właśnie tak zadawane na styk, nie za dużo, nie za mało.

Dostajemy też właśnie, w książkach jest dużo informacji, z których możemy się uczyć, jest wszystko bardzo dokładnie i zrozumiale napisane.

Konrad, uczeń Helen Doron English z Kielc

Jak ta nauka i to zadawanie do domu wygląda w waszym przypadku? 

Kiedyś słuchałyśmy płyt, jeżdżąc po mieście, w samochodzie.

Teraz już nie mamy płyt, teraz mamy tylko streaming albo download. 

No właśnie, ale też, w którymś momencie zorientowałam się, że płyt nie mogę słuchać już w samochodzie, bo nie mam, na czym odtwarzać, mam zmieniony samochód. 

Nie ma odtwarzacza w samochodzie. 

Nie ma odtwarzacza w samochodzie. Nawet byłam zdenerwowana na mojego męża, ale gdzie odtwarzacz, przecież my Helen Doron odtwarzamy płyty. Już teraz tak nie ma, nie ma takich samochodów starych, przerzuciliśmy się. Później był instaling, który bardzo nam dobrze szedł i pilnowała tego sama i to mogę powiedzieć, instaling, to była rzecz, którą naprawdę pilnowała. Fakt faktem, że nagrodą był bilet do kina, haha.

To może to było motywacją, zwłaszcza jeżeli, to był film o super bohaterach i po angielsku?

Może i tak, ale ważne, że była jakaś motywacja dodatkowa, nie tylko to, że… No, bo oceny nie ma, to motywacją było właśnie to, właśnie ten bilet, a teraz?

No teraz robi ćwiczenia, aczkolwiek Hania nie jest bardzo systematyczna, bo czasami dostaję telefony z Helen Doron, że mogłaby być bardziej systematyczna w odrabianiu pracy domowej. Tyle tylko, że bardzo dobrze jej idą.

Później, te testy takie, które są robione z Cambridge przed egzaminami, więc no chyba, chyba jednak jej w głowie coś zostaje, mimo że z systematycznością jest może gorzej.

No może też nauczycielce też zależy, żeby podciągnąć ten poziom jeszcze wyżej, mimo że jest wystarczający, zawsze można powiedzieć, że można lepiej.

Tak jest, zawsze można lepiej.

Czy Hania zdawała jakieś egzaminy Cambridge? 

Tak.

Ile?

Oj, już właśnie mówiłam, żeby mnie nie pytać ile, bo jak jestem na rozdawaniu dyplomów. To się zastanawiam, ile mi jeszcze zostało do końca. I właśnie z panią rozmawiałam, że chyba tylko dwa, bo jesteśmy już na takim poziomie B1 i teraz miała właśnie w środę próbny Cambridge’a i zadowolona wróciła, więc…

Czyli poszło dobrze. 

Pewnie poszło dobrze.

Dobrze, dziękuję bardzo za rozmowę, moją gościnią była Katarzyna Zamojska, mama Hani i Antka, rozmawialiśmy o nauce angielskiego dla dzieci, dziękuję bardzo za rozmowę.