Dzieci i rodzice wspólnie uczą się angielskiego

Wysłuchałam właśnie w radiu tok.fm audycji o uczeniu dzieci angielskiego. O nowym podejściu do nauczania opowiadał anglista i językoznawca Grzegorz Śpiewak. Bardzo spodobało mi się jego podejście i metody, które proponuje. Myślę, że są one świetnym uzupełnieniem do nauki szkolnej oraz do dodatkowych zajęć językowych.

Grzegorz Śpiewak wychodzi z założenia, że dorośli powinni się angażować w uczenie dzieci języków. Po pierwsze poprzez pokazywanie różnych materiałów do słuchania, czytania i oglądania. A po drugie poprzez wplatanie języka angielskiego w codzienne sytuacje.

Takie podejście gwarantuje korzyść dla całej rodziny. Rodzic staje się wtedy dla dziecka partnerem w przygodzie z dwujęzycznością, a nie tylko rozlicza dziecko z wiedzy, którą nabyło w szkole.

Jak podkreśla Śpiewak, dorosły nie powinien cedować całej odpowiedzialność za proces uczenia się na dziecko czy na profesjonalistę – w tym wypadku chodzi o anglistę w szkole lub na dodatkowych zajęciach językowych.

Jeśli dorosły będzie traktował mówienie po angielsku jako taką samą umiejętność, jak na przykład jedzenie sztućcami, czy sznurowanie butów, to jest w stanie stworzyć dla dziecka środowisko sprzyjające dwujęzyczności.

Śpiewak przywołuje przykład Holandii, gdzie nikt nie pyta się po wejściu do restauracji czy sklepu „Do you speak English?”, bo wiadomo, że wszyscy mówią.

Dodatkowe uczenie dziecka w domu, czy zachęcanie do mówienia po angielsku ma wspierać naszą pociechę, a nie dodatkowo obciążać rodziców. Dwujęzyczna interakcja najlepiej, żeby dotyczyła codziennych sytuacji. Możemy na przykład mieć rytuał budzenia dzieci rano po angielsku. Dziecko odpowiada „five minutes”. Wydaje się, że to nic wielkiego, tylko dwa słowa, ale jednak użyte w odpowiednim kontekście i wypowiedziane naturalnie, bez językowej bariery.

W tym podejściu nie chodzi o to, żeby rodzic był nauczycielem. Ma jedynie wspierać, mówić po angielsku, kiedy tylko ma okazję. Bawić się z dzieckiem w tym języku. Rodzic staje się wtedy współuczestnikiem komunikacji. A wiemy, że dzieci lubią być traktowane po partnersku, a nie odpytywane. Poza tym coś, co jest ważne dla rodzica, bardzo szybko staje się też ważne dla dziecka. Swoboda wypowiedzi, przeplatanie polskiego z angielskim, nie przejmowanie się błędami, czy przekazywaniem złego akcentu, to podstawy wspólnej językowej przygody. Od poprawiania błędów są nauczyciele. Oni edukują. Rodzic ma wpierać i pokazać, że mówienie po angielsku to świetna przygoda, dzięki której mamy szansę poznać nowych ludzi i zwiedzić inne kraje.

Zadanie rodzica to pokazanie, że w nauce wcale nie chodzi o poznanie jednego „słusznego” akcentu. Idealnego akcentu nie ma. We współczesnym świecie około 2 miliardów ludzi mówi po angielsku, każdy z trochę innym akcentem. Naszym celem jest przede wszystkim dołączenie do tej społeczności. Pytanie zasadnicze zatem brzmi, czy chcemy nasze dziecko zaprosić do tej ogromnej grupy ludzi i dać mu niezbędne narzędzie komunikacji?

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *