Nauka nigdy nie idzie w las

W czasie obozu językowego w górach w te wakacje miałam okazję obserwować dzieci z wielu stron świata, które przyjechały uczyć się języka angielskiego. Część z nich jednocześnie uczyła się też polskiego. Dzieci pochodziły z dwujęzycznych rodzin, jednak same dwujęzyczne nie są. Zdecydowanie dominuje u nich język kraju, w którym mieszkają. Nawet jeśli obydwoje rodziców to Polacy.

Wśród dzieci, które przyjechały z zagranicy jest dużo rodzeństw. Co ciekawe starsze dziecko potrafiło powiedzieć znacznie więcej po polsku niż młodsze. Młodsze dużo rozumiało, ale prawie nic nie mówiło. Czyżby potwierdzała się zasada, że przy pierwszym rodzicom więcej się chce i bardziej dbają o język ojczysty czy też język jednego z nich. A przy drugim jest już więcej do roboty i nie ma ani czasu, ani chęci? Młodsze na początku przynajmniej korzystało z pomocy starszego. Starsze tłumaczyło młodszemu na norweski, francuski, ukraiński, rosyjski. Jednak z czasem starsze miało dość i odpuszczało tłumaczenie. Młodsze musiało sobie radzić samo. I w sumie nic lepszego nie mogło ich spotkać.

Starsze dziecko z rodzeństwa lepiej mówiło po polsku i co ciekawe nie zależało to od ani od tego, czy obydwoje rodziców byli Polakami, czy tylko jedno.

Jak wspomniałam dzieci miały się uczyć angielskiego. Polski podłapywały dzięki temu, że otaczały je polskie dzieci. Po pierwszym tygodniu zajęć te, które głównie mówiły w językach krajów, w których mieszkały, zaczęły porozumiewać się po polsku. Wolały nawet mówić po polsku niż po angielsku, którego przecież się uczyły.

Język, z którym dziecko jest osłuchane, z którym ma codzienny kontakt, nawet jeśli w nim nie mówi, jest niejako na stałe „zapisany” w mózgu. Aktywne korzystanie z języka, czyli mówienie w nim, pojawia się, kiedy jest konkretny cel komunikacyjny. W tym wypadku była to chęć porozumienia się z innymi dziećmi. A ponieważ były to głównie dzieci, których pierwszym językiem był polski, stąd uaktywnienie się tego języka. Myślę, że gdyby otaczały te dzieci osoby mówiące tylko po angielsku, to pewnie uaktywniłby się angielski.

Jak widać nauka nigdy nie idzie w las. Czasem może nam się wydawać, że skoro nasze dziecko nic nie powtarza, ani nie mówi, w języku, którego się uczy, to znaczy, że ta nauka nie ma sensu. Otóż, nie. Jest odwrotnie. Słowa, wyrażenia, zdania magazynują się w małym umyśle. Czekają tylko na dobrą okazję, by się ujawnić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.