BE MY VALENTINE

 

Nie jestem przekonany do tego święta. Podobnie, jak do wszystkich okazji nakazujących w jeden określony dzień celebrować radość, miłość i uwielbienie. Bo przecież powinniśmy tak na okrągło, przez cały rok… Prawda?

 

Za oknem zimowy poranek. Czternasty lutego. Tym razem byłem pierwszy i z zaskoczenia pobudziłem dzieciaki. „A co tam, skoro już wstałem przed nimi to spłatam maluchom figla” – pomyślałem. I tak niech się cieszą: nie skakałem im po łóżkach wołając: – Nie chcę dzisiaj płatków z mlekiem! 🙂 Kiedy więc nasze stadko szykowało się już do śniadania, włączyłem radio, żeby ciepłe rytmy ogrzały nam zimowy poranek (spadł śnieg i czekało mnie odśnieżanie podjazdu). Pierwszy „walentynkowy atak” pojawił się od razu: – Nie zapomnij o Walentynkach, bądź z nami… – aksamitny głos sączył z głośnika miłosny przekaz. Dzieciaki zamilkły. Po chwili młodsza córka z przekąsem oznajmiła:

– Walentynki-bździnki! I te wszystkie serduszka… Zaraz będą chodzić po szkole i pokazywać, która dostała lepsze…

Zapadła cisza. Chłopaki bez słowa pilnie zaczęli sprawdzać zawartość swoich miseczek. Żona – jeszcze w krainie snów – najwyraźniej nie mogła poradzić sobie z topografią własnej kuchni i z doskonałym skupieniem szukała paczki z cukrem trzcinowym. Ktoś musiał coś powiedzieć. Odchrząknąłem i zwracając się do młodszej córki, rzekłem:

– Kochanie, Walentynki to amerykańskie święto. W dodatku pojawiło się w naszym kraju przed waszymi narodzinami. I wcale nie musimy poddawać się jego dominacji. A święty Walenty to w zasadzie patron ludzi chorych na padaczkę i podagrę cha, cha, cha. Co w tym romantycznego? Zresztą na zajęciach z angielskiego pewnie wasza pani poopowiada wam to i owo. Narysujecie ładne serduszka i będzie po sprawie. A jutro nikt już nie będzie pamiętał o jakimś święcie zakochanych…

Cisza trwała zaledwie nanosekundę. Mała ryknęła płaczem, a chłopcy przekrzykiwali się nawzajem:

– Bo ona nie dostała w ubiegłym roku walentynki i wszyscy się z niej śmiali!

– Wy też nie dostaliście! – odparła urażona piękność.

– A nieprawda! – krzyknął najstarszy z triumfem – Dostałem od Weroniki z IV b. Ale jej nie kocham – spochmurniał.

Normalnie nie zdawałem sobie sprawy, jak dalece zaangażowane jest życie uczuciowe moich dzieci. Jakby tego było mało, zaatakowała mnie żona:

– Jak możesz im mówić, że miłość nie jest ważna?

I bęc. W lekko zawiesistej atmosferze rozeszliśmy się do swoich obowiązków.

Wieczorem zastałem żonę nad książką. Nadal nie przejawiała chęci do rozmowy. Westchnąłem ciężko. Coś trzeba było zaradzić…

Walentynki polskie czy amerykańskie – jak widać miłość nie przywiązuje wagi do narodowości. Trzeba działać. Wyciąłem z czerwonego kartonu serduszko. Dla młodszej córki. Napisałem na nim, że dla nas zawsze będzie jedyną i najwspanialszą Walentynką. Dla chłopaków przygotowałem specjalny list. W języku świętego Walentego 😉 Niech zafrapują się zanim powiedzą komuś, że nie kochają:

 

Love, love, love, love, love, love, love, love, love.

There’s nothing you can do that can’t be done.

Nothing you can sing that can’t be sung.

Nothing you can say but you can learn how to play the game

It’s easy.

All you need is love, all you need is love…

 

Jak taką walentynkę podarują dziewczynie – mogą być spokojni. Nastrojony miłością i przekonany, że to jednak najważniejsze święto w roku, pobiegłem do najlepszej z żon. Z walentynkowym pudełkiem czekoladek. Oczywiście w kształcie serduszka. Podziałało. Kiedy już udobruchana moją metamorfozą zajadała trzecią pralinę (przed snem, przed snem! ;-), zapytałem:

– A gdybym tak każdego dnia przynosił ci walentynkę i mówił: „kocham cię” czy chcesz być moją żoną… To co byś zrobiła?

– W końcu walnęłabym cię ścierką – odparła najzwyczajniej w świecie.

Taaak… Najlepsze w takich „świętach” jest to, że trwają tylko jeden dzień 😉

 

Wesołych Walentynek, Kochani!

 

Jedna myśl nt. „BE MY VALENTINE

  1. Ronon

    Jeżeli się Kogoś kocha to nie można okazywać tego tylko raz w roku tylko w ten dzień, należy to okazywać przez cały czas, pielęgnować, podlewać tak, aby trwało bez przerwy, drobne gesty, słowa…..
    Mam dwóch synów wieku 17 i 5 lat i staram się im to przekazać. Czy to zrozumieją okaże się za klika lat, kiedy będą przeżywać swoją miłość do wybranej osoby, mam nadzieję, że nie poddadzą się komercji, jaką funduje nam telewizja czy sklepy.
    W przeddzień tego święta rozmawiałem o tym ze swoim starszym synem, ma już sympatię Monikę, którą chciał czymś zaskoczyć czymś niekonwencjonalnym czymś specjalnym.
    Jakiś czas temu oglądałem fragment „Brzyduli” gdzie brat głównej bohaterki chciał wręczyć zamrożoną różę swojej sympatii, sam pomysł mnie oczarował, opowiedziałem o tym synowi zaznaczając, aby to wykorzystał z drobnymi modyfikacjami unikając plagiatu. Było ciężko, ale się udało
    Monika była oczarowana 🙂 dostając zamrożoną różę równocześnie słysząc ulubiony fragment Kravitza „love love” i czując zapach cynamonu w trakcie topnienia lodu. Jak to zostało zrobione tego nie zdradzę. Z pomocą przyszła znajomość angielskiego i wszechmocne google 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.