Niewidzialna przyjaciółka Emily… the Strange?

 
– Mamo, poproszę o jeszcze jedną kanapkę – powiedziała któregoś popołudnia moja czteroletnia córka. – Hmmm… jesteś jeszcze głodna? – zapytałam z niedowierzaniem, bo przecież chwilę wcześniej spałaszowała dwie całkiem pokaźne kromki. – Nie, to nie dla mnie, to Emily jest głodna – odparła całkiem normalnie, jakby było oczywiste, że tuż za ścianą, w kolorowym pokoiku mieszka sobie z nami jakaś tajemnicza Emilka, która właśnie zgłodniała i… ma ochotę na kanapkę. – A kto to jest Emily? – drążyłam, coraz bardziej zaniepokojona. – Oj, no Emily. Nie znasz jej mamo. Ona jest niewidzialna – odpowiedziała, odwróciła się na swojej małej piętce i wybiegła z kuchni. Przed oczami stanęły mi wszystkie obejrzane horrory, w których wyimaginowany dziecięcy przyjaciel zawsze ostatecznie okazuje się złym duchem, albo najeźdźcą z innej planety. – Co mam teraz zrobić, jak się zachować? – myślałam gorączkowo. Przez następne dni wertowałam internetowe fora, fachowe pisma i książki, obdzwaniałam znajome mamy przedszkolaków, a nawet przepracowałam temat z koleżanką pedagogiem. No i okazało się, że nie ma powodów do obaw: pojawienie się niewidzialnego przyjaciela jest w dziecięcym świecie czymś zupełnie normalnym. Tajemnicza Emily szybko stała się najlepszą towarzyszką zabaw naszej córki: dzieliła wszystkie jej tajemnice, zawsze zgadzała się z jej zdaniem, jak nikt inny rozumiała jej problemy, a do tego nie zabierała najfajniejszych zabawek, nie kłóciła się i nie skarżyła dorosłym. Zdaniem fachowców, wymyślony przyjaciel to znak, że nasz maluch ma duży potencjał intelektualny i sporą wyobraźnię. Pomaga uporać się z dziecięcymi lękami: z Emi zasypianie w ciemności przestało być straszne, wizyta u dentysty mniej bolesna, a i szpinak zaczął smakować lepiej (bo Emily lubi szpinak). Niektórzy specjaliści uważają, że taka przyjaźń z niewidzialnym ludzikiem, zwierzątkiem czy stworkiem nie tylko wspiera kreatywność dziecka, ale też ma wpływ na przyspieszenie rozwoju mowy i zdobywanie wiedzy (hmmm… Emily zna tylko angielski, ale – jak wynika z moich rozlicznych nasłuchiwań pod drzwiami – pilnie uczy się polskiego i przy okazji pomaga naszej małej w zaznajomieniu się z angielskim: zdaje się, że wspólnie słuchają piosenek, uczą się wierszyków i powtarzają nowe słówka…). Rozmawiając z nieistniejącym przyjacielem dziecko zdobywa doświadczenie w używaniu języka, konstruowaniu i prowadzeniu rozmowy. A więc nie ma się czego bać. I właściwie to chyba szkoda będzie, kiedy nadejdzie chwila, w której Emily… zniknie. Bo tak to już jest, że gdy dziecko coraz bardziej dorasta… niewidzialni przyjaciele zastępowani są prawdziwymi.

 

Jedna myśl nt. „Niewidzialna przyjaciółka Emily… the Strange?

  1. prawie mama

    niedługo zostanę mamą. nie mogę uwierzyć, że dam życie drugiemu człowieczkowi i nauczę mojego bobaska jak brać z życia właśnie pełnymi garściami. zastanawiam się coraz częściej, jak to będzie? co zrobię, jak mój maluszek będzie się przyjaźnił z dziwną emilką 🙂 albo – jak to będzie, kiedy moje maleństwo zażyczy sobie balu dla dzieci?
    chcę mu dać jak najwięcej i zapewnić jak najlepszy start, dlatego uważam, że warto pomyśleć o szkole angielskiego. im szybciej rozpocznie naukę, tym lepiej. nie chcę później płakać, że mogłam coś zrobić, a tego nie zrobiłam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.