Poradnik rodzica kolonisty. Część 1.

W te wakacje byłam na dwóch koloniach językowych i miałam okazję, zobaczyć, jak dzieci i rodzice radzą sobie z dwutygodniową rozłąką. Dla dzieci to czas spędzony bez rodziców, z własną kasą i wolnością jej wydawania oraz niesamowita lekcja niezależności i stanowienia o sobie. Dla rodziców ciężki orzech do zgryzienia – martwią się o dziecko i… dzwonią… do dziecka, do wychowawcy, do kierownika lub organizatora wyjazdu. Czy to na pewno dobre rozwiązanie?

Telefon do dziecka raz na jakiś czas na pewno! Dowiemy się, jak się czuje, co robi, co go wkurza, a czego nie lubi jeść. Czasem usłyszymy też o wylanych łzach…

Łzy są zwykle na początku i na końcu. Na początku, bo trudno się rozstać z rodzicami, obiadkami domowymi i zmierzyć z poznawaniem nowych ludzi oraz podporządkowaniem się zasadom, które ustalają wychowawcy i nauczyciele na czas wyjazdu. Zresztą pierwszego dnia każdej kolonii i ja jestem bliska płaczu. Cała noc spędzona w pociągu lub autobusie z dopiero co poznanymi ludźmi. Targanie ciężkiej walizki – najpierw na półkę w pociągu, a potem do ośrodka. Na miejscu od razu wir zdarzeń. Przydzielanie pokoi, nerwy kto z kim będzie. Pierwsze zajęcia integracyjne, na których zwykle informuje się dzieci o tym, czego nie wolno im robić. Nowe smaki w kuchni, inne niż te w domu, zwłaszcza jeśli ktoś ma specjalną dietę… Te problemy dotyczą tak samo dzieci, jak i dorosłych na wyjazdach. Kiedy sobie o tym przypomnimy, my dorośli, łatwiej będzie nam i zrozumieć i znieść humory dzieci. W końcu dla nich taki wyjazd to same plusy! To właśnie nauka samodzielności, decydowania o sobie i swoim kieszonkowym.

Tylko że… Zacznijmy od walizek. Pakować powinno się dziecko samo. Wtedy dokładnie wie, co ma w walizce i czy jest w stanie samo tę walizkę podnieść i ciągnąć. Jasne, że rodzic powinien nadzorować i doradzać, co wziąć. Zwłaszcza jeśli dziecko jedzie pierwszy raz. Warto zwrócić uwagę na ciepłe i nieprzemakalne ubrania i buty. Wielokrotnie zdarzało się, że np. przed wyjściem w góry, pytałam dziecko, czy ma kurtkę przeciwdeszczową. Odpowiedź brzmiała „nie”. A kiedy osobiście sprawdzałam w walizce, kurtka jakimś „cudem” zawsze się znajdowała. Pozwólmy najpierw dziecku się spakować, a potem przejrzyjmy wspólnie, czy dobrze to zrobiło. Utrwali mu się, co zabiera.

Nie przesadzajmy z wielkością kieszonkowego. Dzieci i tak wszystko wydadzą na lody, gofry, desery i jakieś beznadziejne suweniry. Niektóre wydają, jak szalone, bo często jest to dla nich pierwszy raz, kiedy mają własną gotówkę. By zapobiec takiej sytuacji, warto w ciągu roku szkolnego oswajać dzieci z pieniędzmi i wyznaczyć im kieszonkowe. Jeśli wydadzą wszystko w pierwszym tygodniu, nie dosyłać pieniędzy. Każdy prędzej czy później musi się nauczyć nimi gospodarować i przewidywać wydatki. Z głosu nie umrą :-).

Jedzenie to kolejna ważna kwestia. Często jest tak, że dzieci nie jedzą tego, co serwuje kolonijna kuchnia, bo to smakuje inaczej niż w domu. Jasne, że tak. Dzięki temu mają okazję, spróbować czegoś innego, może nawet polubią szpinak… Jeśli damy im zbyt dużo pieniędzy, zamiast jeść w stołówce, będą się opychać słodyczami i w rezultacie skarżyć, że nic nie jedzą.

Na kolonii obowiązują inne zasady niż w domu. Powód jest prosty – w domu mamy jedno, dwoje, troje dzieci, a na kolonii jest ich np. sto. Wychowawca czuwa nad bezpieczeństwem, organizuje zabawy, dba, żeby dzieci ubrały się odpowiednio do pogody, budzi je rano, kładzie spać wieczorem, razem z ratownikiem czuwa, kiedy dzieci się kąpią lub pilnuje je w górach. Mogłabym tak jeszcze wyliczać i wyliczać… Dlatego nie podważajmy zasad, które obowiązują na kolonii. Nie próbujmy tez ich zmieniać, dzwoniąc do wychowawcy czy kierownika. Oni są na miejscu i wiedzą, co robią. Jeśli komuś z trudem przychodzi zaufać tym osobom, nie wysyłajcie dzieci na kolonie. Wychowawca, czy kierownik, mają ręce pełne roboty. Odbieranie telefonu i rozwiązywanie konfliktów z rodzicami zabiera im czas, który mogliby poświęcić dzieciom. A także wpędza w stres, który odbija się na ich zdrowiu i w efekcie na relacjach z dziećmi.

Wkrótce kolejna część.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *