„Super! Świetnie! Brawo!” – trzy proste słowa…

„Super! Świetnie! Brawo!” – trzy proste słowa, a ile z nimi kłopotów. Bo czy słowo „super” niesie jakiś komunikat?

Kiedy zadaję dzieciom pracę domową, która polega na pokolorowaniu obrazka, sprawdzając, chwalę je mówiąc właśnie „super!”, „świetnie!”, „brawo!”. Jedno dziecko pokoloruje wszystko jednym kolorem, wyjeżdżając za linie – często wynika to z tego, że jeszcze inaczej nie potrafi. Inne natomiast spędzi nad obrazkiem bitą godzinę, precyzyjnie malując go farbami i dbając o dobór kolorów. Potem te dzieci siadają obok siebie na moich zajęciach, pokazują swoje obrazki, a ja i jednego i drugiemu mówię „super!” „brawo!” „bis!”.

I wcale nie chodzi mi w tym przykładzie o to, że jedno dziecko jest leniwe i niedokładne, a drugie pracowite i precyzyjne. Albo że trzeba kolorować trzymając się linii – niejeden przewrót w malarstwie dokonał się, dlatego że artysta-wizjoner postąpił inaczej.

Każdy maluje, jak potrafi. A kiedy mówimy o grupie 2,3 – latków, umiejętności są bardzo zróżnicowane.

W tej sytuacji największą leniwością wykazuję się ja, czyli prowadząca. Do wszystkich mówię to samo, a przecież dzieci widzą, że tak samo nie jest. Pani coś tu zmyśla. Skoro ja super i sąsiad super to jesteśmy tacy sami, to samo potrafimy wykonać zadanie, a tymczasem jak byk widać, że nie tak samo.

Czemu mówię „super”? Z wygody. Bo dzieci trzeba chwalić i pozytywnie wzmacniać. Owszem trzeba, ale klepanie „świetnie!”, „brawo!”, „rewelacja!” nie ma z tym nic wspólnego.

Lepiej skupić się na obserwacji, wysilić trochę i powiedzieć, co nam się naprawdę podoba w danym rysunku. Obserwować i nazywać, a nie oceniać i przypinać łatki.

To dziecko, które użyło tylko jednej kredki, pochwalić za koncept, np. tak: „Widzę, że wykorzystałeś tylko jeden kolor. Podoba mi się ten pomysł.” A do dziecka, które użyło farb „Twój obrazek jest pomalowany farbami. Podoba mi się dobór kolorów.”

Zdaje sobie sprawę, że mówienia w ten sposób trzeba się nauczyć. Przypomnieć sobie słówka mówiące o uczuciach. A przede wszystkim, co w tym najtrudniejsze, skupić się na sobie, żeby zdać sobie sprawę, co „mi ten obrazek robi”, jaki on, co mi się w nim podoba.

Bardzo trudno jest nie używać słów oceniających. Zwłaszcza, że co krok je słyszymy. Dziecko ubierze samo buty – świetnie! Wyrzuci chusteczkę do kosza na śmieci – rewelacja! Powie „dzień dobry” – super! Jak wyrazić naszą aprobatę w podobnych sytuacjach? Moim zdaniem uśmiech wystarczy. Przecież nie będziemy ekscytować się każdą najmniejszą rzeczą, bo co powiemy dziecku, kiedy zrobi coś, co wywoła w nas prawdziwy zachwyt, a nie ten taki udawany i na pokaz, bo skoro inny rodzic mówi, to ja nie chcę być gorszy.

Mówienie o swoich obserwacjach i uczuciach to trochę jak mówienie w obcym języku. Najpierw brzmi nam to obco, trochę się krępujemy, bo z trudem dobieramy odpowiednie słowa. Ale kiedy poćwiczymy, nabierzemy pewności i płynności.

Ja już zaczęłam.

2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.