Bo gdzieś tam w swoim życiu grali, bądź grają w piłkę nożną i spotkali kolegów, jakiś tam obcokrajowców, którzy mówili po angielsku. I tutaj właśnie widziałam, jak mi opowiadali, że oni byli tymi osobami, które po prostu nie bały się powiedzieć czegokolwiek po angielsku, chociaż wiedzę taką szkolną, prawda? Taką nawet na dobrym poziomie mają też inne dzieci, ale mają bariery.

Słuchaj na:

SpreakerSpotifyGoogle PodcastApple PodcastYouTube

Grzegorz Grabiec: Moją gościnią jest Dorota Gizicka, mama pięciu synów. 

Dorota Gizicka: Dzień dobry.

Dzień dobry. Masz pięciu synów.

Tak, żadnej córki.

Żadnej córki i posyłałaś ich wszystkich na Helen Doron. 

Tak, tu możemy użyć czasu teraźniejszego i przeszłego i przyszłego, ponieważ część moich synów już zakończyła edukację Helen Doron, aktualnie uczy się jeden i jeszcze jeden czeka w kolejce i zapewne tę edukację lada moment rozpocznie.

Ci chłopcy, którzy już chodzili do Helen Doron, chodzili w różnym wymiarze, kończyli jakby na różnych etapach, na takich, które uznawaliśmy razem za odpowiednie i właściwe. Takie, które gdzieś tam dawały im w naszym odczuciu wspólnym, możliwość wykorzystania tej metody w jak największym zakresie, także tak w szczegółach.

Ten, który chodził, może zacznę od rekordzisty, czyli ten, który chodził najdłużej, chodził lat jedenaście, przeszedł jakby całą strukturę Helen Doron, od tych kursów dla przedszkolaków, zakończył kursem dla nastolatków i zakończył egzaminem FCE, który zdał w wieku lat piętnastu, także to, wydaje mi stosunkowo wcześnie, przeszedł wszystkie egzaminy Cambridge’owskie, czyli zdał ich w sumie sześć.

Do czego używa angielski? 

Jest aktualnie w liceum w klasie lingwistycznej z rozszerzonym angielskim, na razie musi doskoczyć klasa chyba do jego poziomu, więc dużo wysiłku go to może nie kosztuje, ale jest, jakby, cały czas w tej sferze językowej, więc cały czas ten potencjał swój językowy rozwija i wykorzystuje.

Planuje swoją przyszłość związaną z angielskim czy angielski będzie tylko środkiem do jakiegoś innego tematu? 

Trudno powiedzieć na razie, myślę, że jemu też by było trudno odpowiedzieć na to pytanie, natomiast jest to taka umiejętność, która w żadnej sferze życia przeszkodzić nie może, może ewentualnie w niej pomóc, więc to niezależnie od tego, przynajmniej w moim odczuciu, jaką karierę, jaką drogę życiową wybierze, to język może mu tylko pomóc. 

No dobra, masz pięciu synów, jak to udaje ci się ogarnąć, pod względem nauki angielskiego i w ogóle? 

Czy mi się udaje, to tak do końca o tym nie jestem przekonana, ale próby podejmuję, oni są bardzo, jakby na różnych etapach też życiowych, prawda?

Bo najstarszy ma lat, aktualnie dziewiętnaście, najmłodszy ma trzy lata, więc to też są jakby różne fazy i tutaj trzeba oczywiście te wymagania, może oczekiwania, może to, co im proponujemy, oferujemy dostosować oczywiście do wieku.

Ten angielski zawsze jest, gdzieś tam z tyłu mojej głowy i staram się, no, po prostu zainwestować w to, bo uważam, tak jak wcześniej powiedziałam, umiejętność niezmiernie potrzebna we współczesnym świecie. Z metodą zetknęłam się po raz pierwszy dwanaście lat temu, kiedy mój najstarszy syn był w pierwszej klasie szkoły podstawowej.

I wtedy właśnie postanowiłam zapisać tych dwóch najstarszych wtedy chłopców do Helen Doron i jakby wiedziałam, no, że to jest taka forma, która jest nieobciążająca i dla dzieci i dla rodziców, przynajmniej na tym wczesnym etapie.

Bo oczywiście, jeżeli przechodzimy już do nauki na etapie egzaminów, czy KETA czy PETA czy FCE szczególnie, no, to wiadomo, że tutaj już to zaangażowanie dziecka, często też rodzica musi być większe, żeby to przyniosło efekt.

Natomiast na tym wczesnym etapie dzieci przedszkolnych, wczesnoszkolnych, no to jest takie, po prostu, bycie z językiem, ono też wymaga od rodziców jakiegoś zaangażowania, chociażby przypilnowania tego, żeby dziecko sobie płyty posłuchało.

Ale to nie jest też takie obciążenie stresujące, tak bym powiedziała, że tu nie ma jakiegoś parcia, prawda, na jakieś efekty, na znajomość słówek, myślę, że to jest kwestia też rodziców, że jakby rodzic załapie, że to nie chodzi o to, że dziecko ma się nauczyć trzydziestu słówek, że ono ma się po prostu osłuchać z językiem.

To wtedy to przynosi efekt i to daje też taką, taki luz, że wiemy, że to są jakby dobrze zainwestowany czas.

To są dobrze zainwestowane pieniądze, bo to dziecko ma się po prostu z tym językiem osłuchać i jakby efekt tego osłuchania przychodzi dopiero później, że my tego możemy nawet nie zauważyć na początku, ale gdzieś tam w tych strukturach pamięci mózgu to zostaje i przynosi efekt.

W tym, że te dzieci, tak jak ja to widziałam, jak moje dzieci zaczynały chodzić też do szkoły już normalnie systemowej, że te dzieci dobrze mówią i bardzo dobrze słyszą.

Czego akurat w szkole takiej systemowej jest mało, w szkole systemowej jest gramatyka, są słówka, jest uczenie się na pamięć, jest mało słuchania, jest mało mówienia, jest mało pisania.

Co wydaje mi się, że właśnie Helen Doron bardzo, bardzo tutaj, na to kładzie nacisk, bo taka jest też idea, prawda? Żeby się osłuchać, żeby mówić, niekoniecznie mówić bez błędów, ale mówić.

Żeby nie mieć tej blokady i ja to widzę po moich dzieciach, że oni tej blokady nie mają, że nie mają problemu z mówieniem, chociaż czasami wiadomo, że popełniają błędy, nie mają problemu z pisaniem i dobrze słyszą. 

Czyli piosenki i ta część piosenkowa, słuchana nie sprawia im trudności i to się da ogarnąć nawet przy piątce dzieci?

No da się, zwłaszcza że tak jak mówiłam, no tak trójka starszych już zakończyła tę fazę Helen Doron. Jeżeli mogę tak powiedzieć.

Więc została ta dwójka młodszych i też to widzę, nawet po tym najmłodszym dziecku, które formalnie nie uczestniczy jeszcze w lekcjach Helen Doron. Ale że też przy okazji słuchania płyt z bratem, co też widziałam przy starszych dzieciach, że to po prostu wpada w ucho, zostaje i gdzieś tam zaczyna powtarzać też te słówka i to też potwierdza jakby skuteczność i sens nauki w ten sposób.

Czy chłopcy rozmawiają ze sobą po angielsku? 

Nie, haha.

W ogóle nigdy? 

Przynajmniej nie w mojej obecności.

Czyli, ten język tam gdzieś jest, ale nie jest komunikacyjny między nimi.

No między nimi nie, bo mieszkamy w Polsce, haha, jesteśmy Polakami, więc… Ale na przykład takie sytuacje, że chłopcy wyjechali z kolegami, to akurat pamiętam, że pojechali z drużyną piłkarską.

Bo gdzieś tam w swoim życiu grali, bądź grają w piłkę nożną i spotkali kolegów, jakiś tam obcokrajowców, którzy mówili po angielsku. I tutaj właśnie widziałam, jak mi opowiadali, że oni byli tymi osobami, które po prostu nie bały się powiedzieć czegokolwiek po angielsku, chociaż wiedzę taką szkolną, prawda? Taką nawet na dobrym poziomie mają też inne dzieci, ale mają bariery. 

Czyli tę barierę mówienia po prostu? 

Barierę mówienia, tak, barierę mówienia, a oni tej bariery nie mają, to też jest, myślę, że w dużej mierze, zasługa Helen Doron, gdzie te dzieci muszą mówić i zasadniczo na początku nikt ich nie poprawia, prawda?

Nie poprawia w takim sensie, który mógłby być odebrany, jako taki negatywny, demotywujący, te dzieci mają po prostu mówić i one po prostu mówią.

I to jest ten przypadek, który ilustruje tę sytuację? 

Tak, tak, tak, tak, dlatego, że to były dzieci w takim samym wieku, więc one miały taką szkolną wiedzę językową na tym samym poziomie, a tylko właśnie te moje dzieci miały odwagę mówienia.

Dobra wiadomość, a powiedz, co najbardziej inspiruje ich czy ciebie, czy was razem do uczenia się angielskiego metodą Helen Doron? Czy metoda, nauczyciel, może specyfika miejsca, może atmosfera, może jeszcze coś innego?

Myślę, że wszystko gdzieś po trochu, no, tak jak mówiłam. My już jesteśmy w Helen Doron dwunasty rok, więc tak ja traktuję tą szkołę, pracowników tej szkoły, chociaż ci pracownicy oczywiście, nauczyciele się zmieniają. Aą nowi, część przychodzi, część odchodzi, część jest jakby już dłuższy czas, no nie powiem, że jak drugi dom, ale jak bardzo dobrych znajomych, prawda?

Więc ta atmosfera jest dla mnie ważna, gdzieś tam spotykałam się u rodziców, którzy mieli swoje dzieci w Helen Doron, że byli bardzo przyzwyczajeni do konkretnych nauczycieli. Ja takiego przyzwyczajenia nie mam, bo ja mam zaufanie do szkoły na tyle duże, że ja wiem, że tam nie znajdzie się nauczyciel, który nie spełni oczekiwań szkoły.

Więc nie ma to dla mnie zasadniczo znaczenia, jaki to jest nauczyciel, czy to jest pani taka, czy to jest pani taka, czy to jest pan taki. Bo wiem, że po prostu te też wymagania Helen Doron są na takim poziomie, że tam się nie znajdują nauczyciele z przypadku.

Więc i atmosfera i wszystkie, nie jesteśmy może związani z Helen Doron w ten sposób, że nie wiem, nie jeździliśmy nigdy na wakacje, na obozy jakieś tam zimowe, wakacyjne, tylko w zasadzie ograniczamy się do zajęć takich w ciągu roku.

Ja się czuję bardzo dobrze w naszym centrum Helen Doron, myślę, że moje dzieci, też nie było nigdy takiego problemu. Przynajmniej ja sobie nie przypominam, wydaje mi się, że nie było też takiego problem, że na przykład, no wiadomo, że tam są różne fazy w życiu dzieci. Że tam się raz bardziej chce, raz mniej chce.

Ale generalnie nie było nigdy czegoś takiego, że ja nie chcę, że mi się nie podoba, że mi się nauczyciel nie podoba, że mi się coś tam nie podoba, tylko zawsze było to w pozytywny sposób odbierane. 

Metodologia w nauce języka metodą Helen Doron jest niezwykle ważna, sprawdźmy teraz, co nauczyciele cenią w niej najbardziej. O szczegółach Anna Baron. 

Myślę, że kontakt lektora i podejście do dziecka, indywidualne podejście do każdego dziecka na zajęciach. Dzieciom chyba też to, że nie są zmuszane do tej nauki stricte przy ławce i na krzesełku, tylko podczas zabawy i kontaktu z innymi dziećmi, chyba to, chyba to jest najbardziej cenione przez dzieci.

No nie wiem, no mówią, że czym dziecko starsze, tym mniej chce się uczyć, aczkolwiek myślę, że jak teraz pochłonie więcej tej wiedzy, to później nie będzie miał problemów i będą chodzić mimo wszystko z chęcią. – Anna Baron

Coś skomentujesz to, co przed chwilą słyszeliśmy?

Zgodzę się na pewno z tym, że warto zacząć w miarę wcześnie przygodę z Helen Doron. Bo też obserwuję wśród może znajomych, których gdzieś tam zachęcałam do Helen Doron, że te dzieci, które zaczynają w miarę wcześnie. One się przyzwyczajają do tej metody. One się przyzwyczajają do słuchania. One się przyzwyczajają do sposobu prowadzenia tych zajęć. I jakby są w tym trybie i jest to dla nich naturalne.

Jeżeli zaczynają później, to jest to trochę trudniejsze. Nie jest to oczywiście niemożliwe, żeby zacząć później tę przygodę z Helen Doron, że ona nie przynosi efektu. Ona przyniesie efekt, tylko dla dziecka jest czasami troszkę trudniejsze. Że jakby ciężko mu jest gdzieś tam przyzwyczaić się do tego, że to trzeba słuchać, że to można mówić, że to się można mylić, że to nikt nie będzie, nie wiem, krzyczał.

Kartkówki to się później pojawiają też jakieś tam, na późniejszym etapie nauki i dobrze. Bo to też, no, jakby przez zabawę można się uczyć do pewnego etapu, ale żeby to przynosiło takie już wymierne korzyści. To oczywiście w tym starszym wieku tak, to zaangażowanie i ucznia i nauczyciela, to ta metoda jakby troszkę musi się przeobrazić.

Ale samo przyzwyczajenie do takiego trybu uczenia się jest ważne i na pewno, to jest też, z tym się zgodzę, że póki mamy też na te dzieci wpływ. Póki możemy im zaproponować coś. Zaszczepić w jakiś sposób może, zachęcić, to trzeba to wykorzystać. Bo ja nie wiem, czy tym dzieciom później nie chce się uczyć, no, to są różne jakby etapy życiowe.

Ale wszystko to, co one wchłoną w miarę wcześnie, to im po prostu zostanie. 

Czyli masz taką obserwację, że w którymś momencie następuje jakiś taki kryzys do nauki, że ja już tak dużo umiem, po co mam się uczyć więcej, dobrze mi idzie, nie chce mi się, nie mam tej motywacji. Jest coś takiego? Występuje takie zjawisko? 

Nie wiem, czy to chodzi generalnie o motywację, jako taką do nauki języka, no, ale to chodzi też o takie, myślę, że fazy rozwojowe po prostu, prawda? Że jak dzieci wchodzą w wiek dojrzewania, no to tam siłą rzeczy się może chcieć mniej.

A nie chce mi się tego, a nie chce mi się takiego. Mam też wrażenie takie, no, nie chciałabym tu jakoś tak, może na ten temat dywagować, ale że jakby systemowa szkoła w wielu aspektach demotywuje do nauki.

Czyli tam nie do końca zawsze jest jakieś poczucie sensu tego, co się robi. Tutaj w Helen Doron jest jakby jeden cel, jest ta motywacja, są te wymierne efekty i to jest fajne.

Ale te dzieci, w większości funkcjonują w ramach systemowych szkół, więc to się wszystko gdzieś tam na siebie nakłada.

Wymagania są różne, natomiast nie znam dziecka, które byłoby w szkole Helen Doron, zaczęło w miarę wcześnie, bo to też myślę, że jest ważne i miało kłopoty z angielskim.

Czyli kiedy najlepiej zacząć naukę angielskiego? W jakim wieku? 

My zasadniczo zaczynaliśmy w wieku przedszkolnym jeszcze, poza tym najstarszym synem, który zaczął w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Ale to jakby wtedy dopiero ja poznałam tę metodę i o niej się dowiedziałam.

I on był też stosunkowo krótko w Helen Doron, ale to tak bardziej z powodów może jeszcze organizacyjnych, że to centrum dopiero się wtedy rozwijało.

Tak jakoś gdzieś tam się ta grupa jego rozpadła i jakby nie mógł kontynuować, ale myślę, że takim dobrym czasem jest wiek przedszkolny, kiedy to dziecko też jest właśnie w przedszkolu uczone przez zabawę, bo jak zaczyna się szkoła, to już jest zupełnie, jakby inny proces uczenia.

I zaczynają się obowiązki.

Tak.

I trochę więcej zajęć, nie ma tej radości, zabawy i wolnego czasu.

Yhm.

Aż tyle, co wcześniej.

Jeśli mogę jeszcze dodać, to też właśnie ja to widziałam w szkole, prawda? Że kiedy jednemu z moich synów zmieniła się nauczycielka w szkole podstawowej, w trzeciej klasie szkoły podstawowej i ona do mnie dzwoniła i pytała się: powiedz mi, gdzie to twoje dziecko chodzi, gdzie ono się uczy angielskiego, że ono tak pięknie mówi?

Tego w szkole brakuje, tego mówienia właśnie, tak mówię, słuchania, czy nawet, teraz kiedy przychodzą egzaminy czy ósmoklasisty, czy jakieś inne, no, czy tam były wcześniej egzaminy gimnazjalne.

I ta sama z resztą nauczycielka, powiedziała mi: słuchaj, te dzieci Helen Doron’owe one wygrywają na słuchaniu. Bo one są po prostu osłuchane i dla nich to są bardzo proste rzeczy.

Jeżeli mają słownictwo, jeżeli mają właśnie jakieś tam zaplecze takie gramatyczne, to takie rzeczy, jak właśnie, na egzaminach nie ma mówienia, więc tutaj by wygrały jeszcze bardziej pewnie.

Gdyby ktoś ich chciał zapytać, zrobić egzamin ustny, a egzaminów ustnych nie ma, więc to też jakby widzę w tych szkolnych, nigdy w przypadku tych moich dzieci, nie musiałam jakoś tutaj zabiegać o język angielski w szkole, bo świetnie sobie dawały radę. 

Czyli język angielski był ogarnięty, pozostawała kwestia pozostałych przedmiotów.

Haha, tak, tak. 

Czy ten angielski jakoś wpływał też na te pozostałe przedmioty, na ich naukę? Czy jakąś taką zależność widać? 

Jeżeli chodzi o chłopców, to trudno mi jest tu powiedzieć czy to przynosiło im tam jakieś wymierne efekty w innych przedmiotach.

Mogę powiedzieć za siebie, że jakby widząc te efekty metody Helen Doron, które głównie polega na słuchaniu. Ja ją próbowałam gdzieś tam przemycać tym moim dzieciom, nie tylko w sferze języka angielskiego.

Ale też różnych przedmiotów, jak trzeba było się nauczyć wiersza, to proponowałam synowi, żeby sobie po prostu włączył i odsłuchał sto razy tego wiersza i go w końcu zapamięta, prawda?

Bo to są, ta powtarzalność tych kodów powstających jest gdzieś tam, no, widoczna, czy właśnie w przypadku tego najmłodszego syna. To są jakieś tam piosenki po angielsku, bajki po angielsku.

I też widać, że to się łapie, zabawne było w przypadku tego syna, który jest teraz, czyli to jest pięcioletni chłopczyk, który jest, został nam teraz w Helen Doron, że on szybciej nauczył się kolory mówić po angielsku niż po polsku.

To są łatwiejsze słówka, łatwiej dziecko jest powiedzieć „yellow”, niż „żółty”, czy, nie wiem, o, „red” niż „czerwony”.

Czerwony jest dosyć skomplikowanym słowem, więc warto gdzieś tam sobie też tę metodę Helen Doron.

Jeżeli ktoś chce, ma na to czas oczywiście, bo to też jest kwestia jakiegoś tam czasu. Samemu sobie też tym dzieciom proponować inne wykorzystanie tej metody, nie tylko w nauce Helen Doron, nie tylko w nauce angielskiego. 

Dziękuję bardzo za rozmowę, moją gościnią była Dorota Gizicka z Lublina, dziękuję bardzo. 

Dziękuję bardzo.